It’s time to begin

Paulina. 20. Łódź/ Londyn.
Bratałam się z filologią polską, ale postanowiłyśmy, że będziemy prowadzić związek na odległość, w separacji, dla dobra obu stron. Więc teraz trzymam się z dziennikarstwem i mediami i choć mamy często kryzysy, to nasi znajomi mówią, że tworzymy zgraną parę.
Pozbawiając mój wstęp tandety jestem studentką 1 roku Journalism & Media na Middlesex University Of London. Jednak to nie są moje początki z życiem studenckim. Studiowałam rok na Uniwersytecie Łódzkim filologię polską, co będę wspominać ciepło, lecz rzadko. Kochając język polski  nie można iść na filologię polską. Jednak ten jeden rok polonistyki dał mi coś wspaniałego. Otóż już w drugim semestrze można było wybrać sobie specjalizację. Moim odwiecznym planem było zrobienie licencjatu z polonistyki i magisterium z dziennikarstwa. Taki plan był dużo bardziej rozwojowy zważając na to, że humaniści w większości i tak nie pracują w swoim zawodzie. Chciałam się zabezpieczyć, mieć jakieś większe spektrum możliwości. Po czym poznałam smak staropolszczyzny i języka staro-cerkiewno-słowiańskiego i cały plan szlag trafił. Jednak specjalizacja utwierdziła mnie jedynie w przekonaniu co chce w życiu robić i stwierdziłam- jak to ja- yolo. W tym przypadku trochę z tym yolo przegięłam. Ale podobno good for me! Dostałam się na uniwersytet w Londynie. Jak donoszą, bardzo dobry uniwersytet. Tym większe moje zdziwienie. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Moją życiową miłością, odkrytą we wczesnym dzieciństwie, jak przystało na osobę wiedzącą już wtedy, co to prawdziwa nieskończona miłość, na śmierć, życie i skrzyżowane palce, jest muzyka. Przywykłam do świata, gdzie na każdym kroku, ktoś wyraża swoją własną egzaltację pod tym samym adresem co ja. To najbardziej popularna dziedzina sztuki, powszechnie dostępna i tworzona dla ludzi zawsze z myślą o nich, ich wygodzie, radości i samopoczuciu, jak podpaski, czy samochody. Może aktualnie jest więcej blogów modowych, czy kulinarnych, ale i tak pcham się tam, gdzie ewidentnie obyłoby się beze mnie. Nie lubię banałów płynących najczęściej z ust uczestników talent-show- Muzyka jest powietrzem, tlenem, układem oddechowym, trawiennym, czy innym czymś bez czego nie wytrzyma. Muzyka jest wszystkim. – Wiadomo, że nie jest wszystkim i wielce prawdopodobne byłoby  istnienie takowej osoby nawet po zabraniu Ipoda i słuchawek. Jednak nie ulega wątpliwości, że każdy rodzaj sztuki wypełnia ten świat i działa na nasze zmysły, a mamy je po to by ich używać i się nimi cieszy. Nie cierpię nietolerancji w każdym wymiarze, zatem też tej, która wiąże się z ludzkimi upodobaniami. Słucham praktycznie wszystkiego, a tego czego -wyjątkowo-nie słucham – szanuję. Moje podejście do muzyki nie zaczyna i nie kończy się na jej słuchaniu. Wiąże z nią przyszłość. Chcę pracować w dziedzinie dziennikarstwa muzycznego i filmowego. O filmie za chwile. A że dziennikarstwo jako kierunek raczej pomija takich ludzi jak ja, skupia się na tych co chcą podróżować, bądź siedzieć w informacjach z kraju ze świata,  czyścić blat przed kolejnym wydaniem wiadomości, od dawna szkole się sama. Teoria muzyki zawsze mnie interesowała. Ciężko przyswoić informacje, gdy się nie ma bata nad sobą, jednak to zupełnie inny rodzaj “nauki”, ale na pewno taki, który sprawia, że czuję się pewniej wyrażając swoją subiektywną opinię na temat czyjejś ciężkiej pracy. Konstruktywność przede wszystkim. Talentu wokalnego nie mam, co jest jedną z największych boleści mego życia, ale zawsze podobał mi się sposób pracy ludzi, którzy za mikrofon nie łapią, a mają niemałe pojęcie o muzyce samej w sobie, nie tylko rynku. Gram. Na gitarze. Trochę. Czasem trochę więcej. Piszę muzykę. Piszę teksty. I marzę o perkusji.

Wspomniałam o filmie. To drugi wątek, który jest mi bliski od lat. Może nie sam w sobie film, co bliski był mi teatr. Grałam swego czasu w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych, krótko, bo krótko, trochę ponad rok, życie tak się potoczyło, ale na pewno był to jeden z ciekawszych epizodów mojego życia. Poczułam co to wielogodzinne próby. Nie tylko gry, tekstu, scen. Ale i tańca, choreografii. Poczułam co to stres przed premierą i radość przy owacjach. A poczułam to bo chciałam. Odkąd skończyłam 8 lat byłam przekonana, że chcę skończyć jako aktorka. Przed 8 rokiem życia głęboko wierzyłam, że fortunę, piękne auto i pięknego księcia zapewni mi stomatologia…Odkąd tylko poszłam do szkoły podstawowej byłam w kole teatralnym, tak się stało, że prowadzonym przez moją mamę, ale nie dlatego się do niego dostałam. Każdy mógł grać. Mama od dziecka miała zapędy reżyserskie. Pisze poezje i scenariusze, zgarniała za nie jakieś nagrody nawet chyba, muszę dokładniej Jej słuchać. Równocześnie brałam udział w każdy, dosłownie każdym konkursie recytatorskim. Od 1 klasy podstawowej, do 3 klasy gimnazjum. Myślę, że spokojnie przekroczyłam ilość 50 konkursów z tej dziedziny. Recytacja okazała się moim konikiem. Dziwny konik, nie powiem. Jedni umieli malować, śpiewać, pierwiastkować, a ja recytować. To jedna z niewielu rzeczy, z których jestem dumna, bo faktycznie na palcach jednej ręki można policzyć te, których nie wygrywałam i musiałam cieszyć się z drugiego miejsca, czy wyróżnienia. Zatem fajny czas, fajnie być w czymś dobrym, nie wiedząc nawet czemu, bo skąd wiedzieć co to dobre recytowanie. To wszystko było jakimiś małymi znakami, że deski teatru i sztuka aktorstwa jest dla mnie. Po latach przekształciło się to w miłość do kina, do produkcji filmowych. Choć w teorii to miłość do analizy tych produkcji. Nie obejrzałam wszystkich klasyków, nie lubię wszystkich twarzy w obiegu, ani nie przekonują mnie wszystkie gatunki. Ale większość moich autorytetów,wiąże się z filmem. Zatem kinematografia w moim sercu dzielnie dotrzymuje kroku muzyce.

I tu to co łączy te dwie gałęzie. Uwielbiam pisać. Pisać o tym, co lubię. Nie, że tak po prostu.
Pracując w ProjektProFun wygadywałam się w tekstach związanych z Farną, co pewnie i tu się pojawi nie raz. Jednak wątek z ProFunem się urwał, a chęć pisania pozostała. Kilkoro ludzi dawało mi znać, że lubi mnie czytać i o dziwo nie był to nikt z przyjaciół, ani dziadkowie. To napędziło. A siedząc samemu w obcym mieście, tak wielkim, przerażającym, zawierającym jakby cały świat, to też pewnie funkcja terapeutyczna tu się włączy. Muzyka, muzyk, utwór,  film, serial, recenzja, nowa rzecz, stara rzecz, klasyka, rap, dance, horror, przygodowy, wszystko, wielkie miłości i równie duże zawody oraz oczywiście guilty pleasures. Jakby ktoś chciał przeczytać, czasem tylko, choć kawałek, bo pewnie za długo piszę, byłabym zachwycona.

Wprowadzenie przypieczętuję refrenem It’s Time- Imagine Dragons,skoro już tak wypaliłam z tytułem wpisu zaczynającego…


It’s time to begin, isn’t it?

I get a little bit 
bigger but then I’ll admit
I’m just the same as I was 
Now don’t you understand 
That I’m never changing who I am 

***
Nannawerk

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s