Towarzystwo Niewzajemnej Adoracji- Meryl Streep

If you have a brain, you are obliged to use it.
~ Meryl Streep

Zaczynam od wpisu o postaci. Nie pisałam bardzo długo pełnych tekstów zawierających zarówno moje odczucia jak i jakiś fundament wiedzy o tym, czego się dotykam. Przerwa na tyle długa i bolesna dla mnie, że muszę w to wejść na nowo. A nic nie pomaga bardziej niż rozpoczęcie od tematów, na które możesz dyskutować godzinami, o których masz największe pojęcie i do których masz największe serce.
W pierwszym poście, wprowadzającym, pisząc kilka słów o sobie, wspomniałam o autorytetach, ikonach, niemalże Bogach, którzy wpływają na moje życie każdej minuty i akurat los chciał, że wywodzą się, czy to z filmu, czy to z muzyki. Jeśli jedna z tych postaci wydaje płytę/film z góry wiadomo, że mam problem z jego obiektywną oceną, ale jednocześnie wymagam od niego dużo więcej, bo jednak domagam się zaspokajania mojej stale rosnącej fascynacji względem ich osobowości. Meryl Streep jest moim guru. Nie chcę mówić, że Bogiem, bo są osoby, które mogłyby to źle odebrać, a nie mam na myśli podważania istoty religii, ale jednak jakiejś maści boginią dla mnie jest. To, że jest ikoną filmu wie każdy, choć i tak znajdują się tacy, co podważają jej umiejętności- no i mają prawo- zwłaszcza, że sama w swoim beznadziejnym uwielbieniu zdaję sobie sprawę jak wiele zagrywek manierycznych ma ta aktorka. Choć ostatnio tacy ludzie dają sobie upust przy bardzo prymitywnych zagraniach tzn. oceniają wszystkie kreacje Meryl najniżej jak się da, w każdym filmie, nawet moderatorzy filmwebu zwrócili na to uwagę. Z dnia na dzień z 2 miejsca aktorek spadła do 40. Nie wiem jak bardzo musi się ludziom nudzić i jak wiele złości i niedowartościowania muszą mieć w sobie, by spędzać czas na ocenianiu każdego filmu z jej udziałem i każdej jej roli 1/10. No cóż, tylko współczuć. Wracając. Zawsze powtarzam, że idolem, wzorem może się stać ktoś, kto imponuje Ci czymś więcej niż zawodem jaki wykonuje, w innym przypadku musielibyśmy być fanami każdego muzyka i aktora, którego uważamy za świetnego, a tak nie jest. Tym ‘więcej’ w przypadku Marylki, jak pieszczotliwie ją nazywam, udając, że praktycznie znamy się od lat, a może i nawet należy do mojej rodziny, jako kolejna z ciocio-babć, jest mądrość i nowoczesność. Ta kobieta jak już otwiera usta to w konkretnym celu. Mądrość życiowa, ale i wiedza, która imponuje. Zwłaszcza w czasach, gdy Polska jako kraj różnie jest odbierana w świecie, często ignorowana na scenie politycznej, a co dopiero zauważana przez osoby z show biznesu. Tymczasem Meryl mogąca spokojnie już żyć do góry brzuchem, w kilkunastu apartamentach, mogąca tylko pojawiać się na pierdylionowym rozdaniu Oscarów, do których jest nominowana milionpierdylionowy raz, interesuje się różnymi krajami, w tym Polską, ich sytuacjami politycznymi i społecznymi, śmiało się wypowiada o politykach, czy ich decyzjach i zagorzale walczy o prawa kobiet jako naczelna feministka Hollywood. Powiecie „No przecież jest kobietą, wiadomo, że walczy o swoje” Otóż nie. Mając 67 lat już nie walczysz o swoje. Trzeba sobie dobrze zdawać sprawę, że zmiany, o które wnosisz nie przyjdą z dnia na dzień, a w takim wieku oznacza to, że walczysz o przyszłe pokolenie kobiet. A co za tym idzie, solidaryzujesz się z młodymi siksami, przyszłymi aktorkami, lekarkami, striptizerkami, które mogłyby Cię wcale nie obchodzić, a jednak obchodzą, z czystej dobroci i potrzeby sprawiedliwości.

tumblr_nk7fwpxtdc1sjjj4fo1_500
Reakcja Meryl Streep na manifest laureatki Oscara- Patrici Arquette dotyczący zrównania płac kobiet i mężczyzn, 87. gala rozdania Oscarów, 2015

Meryl jest aktorką, z której udziałem widziałam najwięcej produkcji filmowych. Chyba wszystkie, w których gra główną rolę i większość, w których występuje drugoplanowo. Mam problem zabrać się za nieliczne dzieła lat 80 i 90, ale myślę, że niewiele potrzeba mi czasu, by mieć całą filmografię odhaczoną. Dla niewtajemniczonych jest to około 60 produkcji filmowych, nie włączając w to wystąpień gościnnych, dubbingów, aktywności teatralnej, czy tej na małym ekranie. Jest aktorką, na którą wydaje 8 zł za gazetę, co jest wbrew mojej moralności, bo 8 złotych za gazetę, zniszczone drzewo z nadrukiem, jest kuriozalne, na dodatek jest tą, której wywiadów właśnie z tych gazet nie wyrzucam. Jest tą, której początki ludziom nie są znane. Wydaje im się prawdopodobnie, że przyszła, wzięła rolę, boom i jest, żywa legenda. Otóż nie. Jedna z moich ulubionych anegdot filmowych wiąże się właśnie z nią. Wszyscy pewnie znają film z 1976 „King Kong” z przepiękną Jessicą Lange. Streep przyszła na casting do tej roli. Włoski producent, mniejsza z nazwiskiem- ewidentny dupek, bez większej kultury osobistej, od razu jak weszła do sali powiedział po włosku do syna „Jest brzydka, dlaczego mi to coś przyprowadziłeś?”. Któż by się spodziewał, że na casting zgłosi się młoda, niezwykle wykształcona kobieta (studiowała na Yale University) z umiejętnościami poliglotycznymi i w języku włoskim odpowie mu, że szkoda, że nie jest wystarczająco piękna, no sztos. 🙂 Zatem można łatwo stwierdzić, że początki nie były łatwe. Nawiązując jeszcze do jej umiejętności językowych, jak sama mówi, przemian akcentu niczym kameleon, co można w wielu jej filmach zauważyć, nie bez znaczenia była dla mnie Jej rola w “Wyborze Zofii”. Oczywiście film obejrzałam jakieś jedyne 30 lat po premierze jednak ta odległość czasowa nie zabrała mi tej niemal nastoletniej ekscytacji, którą daje usłyszenie swojego idola jak mówi w Twoim narodowym języku. Maryla uczyła się polskiego zaledwie 2 miesiące. Spoko, polska młodzież uczy się przez 9 lat , a i tak czasem ciężko przychodzi 🙂 Oczywiście nie jest to idealny polski, wręcz może być on męczący przy dłuższym odsłuchu, czasem dla niektórych może i niezrozumiały, jednak taki, który spełniał oczekiwania wobec postaci jaką grała. Zofii Zawistowskiej. Za którą notabene otrzymała drugiego Oscara w karierze, ale pierwszego za rolę pierwszoplanową. Swoją drogą miałam 3 podejścia do tego filmu. Co świadczy, że to wcale nie bullshit, że musimy do pewnych rzeczy dojrzeć, nie tylko do ich zrozumienia, ale i docenienia, polubienia, jak z cebulą, czy brukselką, do której nadal nie dorosłam. Zwłaszcza jak się żyje w kłamstwie, że Wybór Zofii to film wojenny. Nope, to typowy melodramat z licznymi retrospekcjami, które tę błędną tezę mi nasunęły dawno temu.

tumblr_lxtxtnll5d1qhw4wvo1_500

Manhattan, 1979, reż.Woody Allen, jeden z pierwszych filmów

Koleżanka zapytała się mnie kiedyś, czy uważam jakiś film z Meryl za zły, pewnie zirytowało ją wynoszenie aktorki na piedestał i usiłowała ukazać mi jak wielkie, gumowe klapki mam na oczach. Ale jednak wspięłam się na wyżyny szczerości i owszem. Mam produkcje które nie zachwycają mnie, wręcz przeciwnie. Są to np.: „Zakochać się” z 1984, dość jednorożcowe, rzygowo-tęczowe romansidło, właściwie melodramat, ani Meryl tam nie powala, a już na pewno nie Robert De Niro. Niby ma ruszać, niby prawdziwe życie i rozterki, na które natrafia pewnie spora część małżeństw, ale no nuda. Drugim takim filmem jest „Ze śmiercią jej do twarzy”. Zwyczajnie mam alergie na połączenie fantasy z czarną komedią. Naprawdę jest niewiele, które mi się podobają. Co prawda oglądałam ten film wieki temu, prawdopodobnie byłam wypierdkiem, a mimo to nie mam najcudowniejszych wspomnień. Nawet postać Meryl mi tam nie pasuje. Grała już w komediach, gdzie dało się wykorzystać inteligentny humor, równy jej prywatnemu intelektowi, co było bardziej autentyczne. Teoretycznie ma w sobie trochę groteski i nauki, ale jakoś nie lecę na głowy obracające się o 180 stopni. Z nowszych rzeczy najniżej oceniam „Tajemnice Lasu”, gdzie Marylke i Emily Blunt uważam za zabójcze, jednak z musicalem trzeba być ostrożnym, to wciąż niepewny gatunek, raz brany właściwie, czyli z przymrużeniem oka, a innym razem na poważnie- idąc tropem poziomu epicentrum tej sztuki, czyli Broadwayu, co nie powinno mieć miejsca, bo co innego śpiewać do odbiorców siedzących w kinie, a co innego na deskach teatru, mając bezpośredni wpływ na odbiorcę, nawet w komedii. Niemniej jednak oceniam surowo przez sam fakt, że nie bawiłam się na nim dobrze, co chociażby często wyśmiewany, klasyfikowany do moich ‘guilty pleasure’ – High School Musical mi zapewniał, czy Mamma Mia, z wyżej wymienioną w roli główniej.

2015-02-19-streep

Tajemnice Lasu, 2014, reż.Rob Marshall

Innym razem zostałam zapytana, w sumie to niejednokrotnie, o najlepszy film ze Streep. Wiele stron wraz z urodzinami aktorki podsumowuje jej dorobek, najlepsze kreacje i pyta mnie, znaczy no nie, że osobiście, ale mnie- biednego przypadkowego odbiorcę, dosłownie zakochanego w prawie każdej odsłonie, o ulubioną rolę. A ja przygnębiona tylko pozornym przymusem wyboru zasiadam do klawiatury niczym do szubienicy i staram się wybrnąć z opresji, którą sprowadziłam na siebie sama. Czasami najlepsza rola nie równa się u mnie najlepszemu filmowi. Tak jest w przypadku „Żelaznej Damy”czyli trzeciego złotego gołego pana Akademii w rękach Meryl, gdzie upodobnienie się do Margaret Thatcher jest genialne, ale sam film jest niezły. Stąd moja może niezrozumiała, wysoka ocena na http://www.filmweb.pl – 8/10. Taka, gdyż uważam, że Streep zrobiła ten film. Jednym z moich ulubionych filmów ever jest znana chyba każdemu adaptacja książki „Diabeł ubiera się u Prady”. Rola Mirandy Priestly to dla mnie wygryw totalny. Charakter wzorowany na Annie Wintour to niemal druga tożsamość Meryl. Zadziwiające jak jedna z najprzyjemniejszych buzi i dusz Ameryki potrafi jednocześnie zamrażać przez szklany ekran i stworzyć siebie tak, że wierzysz w to, że jest zimną suką, a nie wspomnianą już najbardziej wyluzowaną i szanowaną ciocio-babcią, taką która pozwala Ci mówić do siebie po imieniu i uczy o antykoncepcji.

tumblr_n29kpcb6hw1tsjyyho1_500

Diabeł ubiera się u Prady, 2006, reż. David Frankel

Mam też słabość do filmu „Dom dusz” może dlatego, że lubię troszkę nawiedzone postaci. Kocham „Sierpień w hrabstwie Osage”. To co tam wyczynia na zmianę Roberts ze Streep to jest dla mnie jakieś szaleństwo. Oglądałam ten film  4 razy i pewnie kolejne 44 przede mną. Lubie przyziemną tematykę, wtedy jest pole do popisu dla aktorów, to oni są na pierwszym planie i budują wartość całego przedsięwzięcia. I mimo że obie wyszły przegrane z Oscarów, to mi skradły serce. Film bez większego echa, wielkich fet promocyjno-marketingowych, dlatego jego prawie żaden sukces komercyjny uważam za nieproporcjonalny do poziomu. Ale mnóstwo takich na rynku, takich filmów, aktorów, muzyków, albumów. Powszechnie ocenia się je mianem niedocenianych (underrated), jakoby były już niemal odrębnym działem w sztuce. W Ameryce jest to pospolite, że robi się rankingi najbardziej niedocenianych. O ironio będąc w takim zestawieniu zostają docenieni przez jakieś grono. W moich tekstach będzie pewnie mnóstwo takich pozycji.

tumblr_inline_nq22bx76nb1sq168i_500

Sierpień w hrabstwie Osage, 2013, reż. John Wells

„Wczoraj i dziś”, „Jedyna prawdziwa rzecz”, „Po pierwsze nie szkodzić, „Pokój Marvina”, „Sprawa Kramerów”, czy „Krzyk w ciemności”. Te i część z tych, co wymieniłam wyżej, to pozycje które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu kto a) lubi dramaty, b) lubi Meryl c) lubi nienachalne kino, nieprzesadnie trudne, ale nieśmierdzące banalnością. Na sam koniec muszę wspomnieć o jednej perełce, często pomijanej, mimo że na koncie ma 7 Oscarów- „Pożegnanie z Afryką”. Co prawda bez wyróżnień dla aktorów (tylko nominacje), ale jednak najlepszy film, scenariusz, reżyseria, zdjęcia, dźwięk, muzyka i scenografia chyba o czymś świadczą. Kto bardziej obraca się we współczesnych trendach i polubił klimat troszkę zbyt bajkowo przedstawionego, ale nadal pokazującego piękno terenów afrykańskich, teledysku Taylor Swift „Wildest Dreams”, może spokojnie sięgnąć po ten klasyk. Jak nawet nie zakocha się w młodziutkiej Maryli, czy pięknym i trącającym o współczesną „dobrą dupę” Robercie Redfordzie, to na pewno znajdzie coś dla siebie, czy to w obrazie, czy to w odsłuchu.

Piszę czcionką 12 już trzecią stronę w Wordzie i nie opuszcza mnie przeświadczenie, że to krzywdzące, żeby zamykać się w stronach pisząc o kimś takim, jak Meryl Streep. Zwłaszcza, że nie poruszyłam miliona wątków jak teatr, działalność filantropijna, czy nagrody, nominacje i wyróżnienia- które mają osobną stronę w Wikipedii, bo pod życiorysem się już nie mieściło. Pozwólcie więc, że choć na sekundę tu się zatrzymam. Każdy ma swoją rutynę. Co roku kupuje sobie nową drogą torebkę, czy raz w roku idzie na wybielanie zębów, czy raz w roku/ na dwa lata szaleje z ekskluzywnymi wakacjami. Meryl ma taką sobie, o, tradycję, że zbiera co roku, co dwa, co trzy, nominację do Oscara. Ciekawostka, którą wynajduje tylko taki psychopata jak ja, więc możecie ją ominąć, najdłuższa przerwa w całej karierze w nominacjach Meryl do Nagrody Akademii to 4 lata między 2002, a 2006. Nie wiem, czy bardziej cierpiała ona, czy Ci co rok w rok zakładają się o jej nominacje i potencjalne zwycięstwo. Wciąż jest rekordzistką światową jeśli chodzi o ilość nominacji do Oscara- 19, przewiduje się kolejną za najnowszą produkcję – Boska Florence. Rekordzistką w nominacjach do Złotych Globów- 28, jakby tego było mało, rekordzistką w zdobytych Złotych Globach- 8. Pomińmy milion innych, równie istotnych wyróżnień w plebiscytach na całym świecie, telewizyjnych, teatralnych, tych od publiczności, czy tych od krytyków, tych ważnych aktorskich jak nagrody BAFTA, czy Emmy, CZY tych muzycznych jak 5 nominacji do Grammy.

ms2231

84. gala rozdania Oscarów, najlepsza aktorka za Żelazną Damę, 2012

Mogłabym tak siedzieć i pisać, aż stworzyłabym jej kolejną biografię. I choć na jej temat można przeczytać wszędzie, nie wyrobisz sobie opinii i nie pokochasz jej póki sam nie sięgniesz po jej dzieło, po jej wywiad, czy po jej życiorys, po ciekawostki takie jak na przykład ta, że za czasów studenckich grała w sztuce Biesy– Dostojewskiego, w reżyserii Andrzeja Wajdy. Można mieć różne zdanie o jej umiejętnościach aktorskich, ale zagłębiając się w jej osiągnięcia nie można odebrać jej kilku rzeczy. Pracy, sukcesu, dobroci i piękna- oczywistego tego w środku i nieoczywistego tego na zewnątrz. I nawet jeśli mój tekst nie sprawił, że w kimkolwiek coś zmieniło się w stosunku do niej samej to warto wiedzieć kilka rzeczy o największej aktorce naszych czasów, żywej legendzie. I choć pewnie nigdy nie będziemy wspólnie świętować 22 czerwca, kiedy to ona ma urodziny, a ja imieniny, to pozwalam sobie naiwnie wierzyć, że kiedyś jeszcze uścisnę jej dłoń i podejmę nieudolną próbę wyrażenia jak wielki wpływ ma na moje postrzeganie świata.


***
Nannawerk

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s