“Forever Child” – Agnieszka Chylińska

Wytwórnia nie jest w stanie nadążyć z produkcją kolejnych egzemplarzy. Singiel promujący ma ponad 7 milionów odsłon, a w Palladium na koncercie nie dało się zamknąć drzwi. Nie mam wiedzy statystycznej o całym polskim przemyśle fonograficznym, ale nie pamiętam kiedy ostatnio w naszym rodzimym światku muzycznym płyta osiągnęła taki sukces w dwa tygodnie, dodatkowo praktykując typowo amerykański schemat promocji, czyli brak promocji przed wydaniem. Płyta niespodzianka. Po dwóch tygodniach, na pierwszym koncercie z trasy w Warszawie, płyta Forever Child otrzymała oficjalnie status złotej płyty. Od pierwszych dni wydania jest na 1 miejscu OLIS i pewnie sobie tam posiedzi.

chylinska5
sesja zdjęciowa promująca album Forever Child

Jak Chylińska zaczynała ja byłam dopiero w planach rodziców. Jest jedną z niewielu artystek, której wszystkie faktory, komponenty twórczości, wszystkie wizerunki i wszystkie etapy są warte uwagi. Żyje z przedziwnym uczuciem, jakoby Chylińska wciąż była reprezentantką artystów młodego pokolenia. Są tacy artyści, których jesteśmy fanami, mimo że na koncercie byliśmy ze dwa razy, plakatu jako gówniarz nie powiesiliśmy, każdej płyty też nie mamy, bo są ważniejsze wydatki, ale gdy trafi się przecena w empiku to będzie jednym z pierwszych wyborów, nie masz z nimi związku emocjonalnego tylko spoiwem tej relacji jest szacunek i duma z tego, że mamy w Polsce takiego kogoś. Podejrzewam, że wiele osób ma taką osobę. Mam sporo takich pereł w swoim prywatnym odtwarzaczu. I właśnie Chylińska jest jedną z nich.

To nie będzie obiektywna, książkowa recenzja, bo powiedziano mi, że to nikogo nie obchodzi, a jeśli nawet, to wchodzi na onet.pl. W takim razie przyjmuję to do wiadomości i chętnie podzielę się własną, przesiąkniętą subiektywizmem, opinią na temat najważniejszej polskiej płyty tego roku. Nie bójmy się tak jej nazywać.

Każdy kto siedzi choć trochę w polskiej muzyce dobrze wie, jak wyglądała droga Chylińskiej. To niezmiennie od ponad 20 lat jedna z najważniejszych twórczyń, zatem nawet jak ktoś nie chciał wiedzieć, że po erze mocnego rocka wcisnęła dupsko w obcisłe body i wypinała biodra do disco, to i tak wiedział i słuchał w radiu kawałków z Modern Rocking. W tym momencie kariery wielu postawiło na niej krzyżyk, jako na zdrajczyni prawdziwego mocnego brzmienia. Już w tamtej chwili wiedziałam, że tak zaściankowi słuchacze kiedyś udławią się własnym językiem słuchając tego, co jeszcze Chylińska stworzy.

chylinska2
sesja zdjęciowa promująca album Forever Child

Wiadomość, że wyszła płyta, nie powiem, zaskoczyła mnie. Ale tak naprawdę, przez te wszystkie talent show, pogubiłam się w latach wydawnictw płytowych i nie zdawałam sobie do końca sprawy, że od poprzedniego krążka minęło już 7 lat. Od momentu, kiedy dowiedziałam się o nowinie miałam non stop z tyłu głowy polecenie, rozkaz- od samej siebie – przesłuchać jak najszybciej. I wcale nie dlatego, że wiedziałam, że to będzie petarda, nie czytam komentarzy i recenzji przed przesłuchaniem, by w żaden sposób się nie sugerować. Potem analizuje swoje własne przemyślenia z jakimś recenzentem i zazwyczaj w 70% miałabym coś innego do powiedzenia. Choć zależy od źródła. Oczywiście pierwsze do czego dotarłam to singiel. A tym już ciężej się nie sugerować. „Królowa Łez” była niczym uciążliwa zabawa fejsbukowa „ Ja i moje zdjęcie z”- widniała na całej tablicy. Przesłuchałam ją dzień po premierze, a już byłam po dziesiątkach przeczytanych postów o powrocie królowej mroku. Szczerze- w singlu nie czuje żadnego mroku. Singiel ten nie nastroił mnie najlepiej, jednakże zdaje sobie sprawę w jakich czasach żyjemy i jestem przyzwyczajona, że zazwyczaj singlami są najsłabsze pozycje na albumie. Zatem poszło w niepamięć. To nawet ciężko klasyfikować do jakiekolwiek odmiany rocka. W moim odczuciu to czysty pop z minimalnymi przebłyskami elektroniki. Ckliwych piosenek nie lubię. Absurdalna ilość tekstów o miłości w moim przekonaniu zmusza do wysilenia się i pisania już w tej tematyce faktycznie czegoś mocnego, ambitnego. Ale prostota pasuje, pozwala się zrozumieć bez kłopotu i utożsamić się każdemu odbiorcy. Osobiście mnie męczy. Teledysk przypomina mi stylistykę Marii Peszek. Zatem jak widać po samym singlu niewiele pozytywów wyłoniłam. Natomiast z całą płytą już nie było tak łatwo, ale i nie tak negatywnie. Nie obyło się bez kilkunastu odtworzeń.
Przejdźmy przez to krok po kroku, utwór po utworze. Tak naprawdę nie trzeba analizować każdego tekstu z osobna, gdyż tematycznie płyta jest spójna jak mało która. Zatem podsumuję to jednym akapitem- Żal, żałość, zagubienie, poplątanie, złość, rozpacz, generalnie spory smród w życiu, miłości. Jak sama autorka to nazwała – „rozwód na płycie”. Wiele z tych tekstów mogłoby spokojnie stać się hymnami kobiet nieszczęśliwych. Rzygających rutyną, marazmem w związkach, agresywnych i rozgoryczonych. Wyśpiewane pretensje, chęć powrotu do dawnych emocji, relacji, generalnie mężowi się oberwało. Ale jestem bardzo pro jeśli chodzi o wykładanie kawa na ławę spraw poprzez muzykę. Czasami rozmowy nie wystarczają, a muzyka to taka rozmowa , gdzie bardziej słuchasz niż tylko słyszysz.

„Klincz”, numer otwierający. Elektronika i darcie ryja. Tak mogę krótko opisać to, co się dzieje w tym kawałku. Choć z każdym odsłuchem mam wrażenie, że odnajduje tam jakieś cieniutkie podłoże disco lat 70. To tylko jakieś prześwity w niektórych partiach, ale nasuwa mi się nawet leciutki podmuch „Gorączki sobotniej nocy”. To znak, że muszę przestać słuchać tej płyty na moment, bo nie idzie to w dobrą stronę, urojenia są możliwe. Następny na liście „Borderline”- zaczęło się milutko, delikatnie, myślę sobie, oho kolejna po 2009 do bujania biodrami i łapkami niczym na koncercie Kombi, nawet nie spodziewałam się przejścia w muzyką klubową, ciężką dość w odsłuchu, męczące wiertarki wkręcające się w banie. Dubstep/ techno a nawet chyba wyczuwam elementy ravu- to zdecydowanie nie dla każdego. Brzmienia tak bardzo nienaturalne jak twarz Courtney Cox.

chylinska4
sesja zdjęciowa promująca album Forever Child

Rozpal” i „Jak Dawniej” to dla mnie całkiem porządny przykład polskiej muzyki EDM z naleciałościami drum’n’bassu. Przystępne w odsłuchu. Podejrzewam, że gdyby kluby nie były uzależnione od puszczania wyłącznie zagranicznej muzyki te dwa utwory spokojnie można byłoby w jakiejś składance umieścić. Pewnie DJ swoje by dodał, ale to już całkiem dopracowane utwory. Zdecydowanie bardziej przypadają mi do gustu niż wyżej wymienione. Jestem na etapie remiksów popularnych popowych, mainstreamowych utworów, a poza tym Calvin Harris, czy Avici to jedne z lepiej sprzedających się nazwisk w obecnych czasach. Póki tego typu muzyka nie jest nachalna i nie trąca o chamskie techno,które wprowadziło kiedyś mojego tatę w trans, jak wszedł do klubu zamiast na dancing dla ludzi w średnim wieku, to ja to kupuję. Biedak przeżywał to cały następny dzień…

“KCACNL”, dość patetyczne jak na tytuł. Kocham Cię ale Cię nie lubie. Ale kurde. Tak sobie myślę, że muszę przestać analizować wszystko w kategoriach, czy jest zbyt łatwe. Bo czasami, jest w punkt. Ten tekst ze swoją banalnością, mimo wszystko trafia do mnie. A powiem nawet, że głównie to zdanie. Bo je rozumiem. Nieczęsto tak mam z tymi miłosnymi rzygowinami, czy to szczęśliwymi tęczowymi, czy tymi o naturalnym kolorze wyrażające negatywne emocje. Jak wcześniej wspomniałam. Alergia, ale to jakieś 80% muzyki popularnej. Czas się przestawić i przyzwyczaić,a z czasem może i polubić. Jedna z moich ulubionych pozycji na płycie, pewnie też dlatego, że refren daje w końcu fajną minimalną, bo minimalną, ale zawsze, dawkę rocka, żywej gitary i soczystej perkusji.

„Mona Liza Twoich snów”. Z pierwszym przesłuchaniem zadałam sobie jedno, podstawowe, dość frapujące pytanie ‘What The Fuck?’. Z każdym następnym razem przekonywałam się, że to jedna z dwóch najlepszych kompozycji na tym krążku, mimo że jest to pop i dance z elementami dźwięków niczym ze słynnej gry platformowej, znanej każdemu w mojego pokolenia- Mario. Taki dzielny pan z wąsem, w szelkach, zbierający grzybki. Wracając. Jakby ktoś mi powiedział 10 lat temu, że taki utwór nagra Chylińska to oprócz tego, że dopytałabym kto to taki, wieszając kolejny plakat Zaca Efrona w typowym pokoju 10 latki, to nie uwierzyłabym. Wyróżnia się chyba najbardziej na płycie,ale podejrzewam, że gdyby zostało singlem promującym, opinia publiczna kochająca jak żyły wychodzą Adze na czole, kiedy wydziera się na pierwsze rzędy publiki, byłaby podobna do tej sprzed 7 lat. Bez zabierania się za całość dzieła. Wspomniałam, że Mona Liza jest jedną z dwóch mini perełek na tym albumie. Otóż „Zostaw” najbardziej przypomina mi stare czasy, jest najsolidniejszą dawką mocniejszego brzmienia na Forever Child, ale dziwnym jakby była pozbawiona elektroniki, która w dzisiejszych czasach troszkę zjada esencję prawdziwych instrumentów i która, prócz tematyki, jest największym spoiwem wszystkich pozycji na playliście. Ale można tu znaleźć zaangażowanie i siłę niczym z Winnej. Swoją drogą myślę, że nie bez znaczenia jest wers „Ciągle mówię, że ja jestem winna”. Zbieżność z sytuacją życiową, ale i muzyczną.

Do grona singli myślę, że z łatwością za to dołączyć może utwór „Fajerwerk”. Prócz „Królowej Łez” najbardziej radiowy i uniwersalny, więc nie zdziwię się jak nas nim uraczą. Różnica jest dla mnie taka, że on mi się nawet podoba, a Królowa nie, niestety niekoniecznie to komplement. Bo pojawia się tu przykra sytuacja, gdzie nie wyczuwam Agnieszki. Słyszę w tym jakiś polski utwór, ale pokroju Moniki Lewczuk. Nie mam nic do pani Lewczuk. Ja słucham wszystkiego. Dlatego też, „Fajerwerk” kiedyś w moim samochodzie pewnie zabrzmi, jednak to jest tak chamski pop, że nawet „Wybaczam Ci”, gdzie Agnieszka wiruje w sukienusi na tle nieba, brzmiało bardziej autentycznie.

chylinska1
sesja zdjęciowa promująca album Forever Child

Na koniec pojawia się utwór już raczej dobrze Nam znany, „Kiedy przyjdziesz do mnie”. Miał swoją premierę jako singiel 2 lata temu. Jak go zobaczyłam na płycie miałam niemały mindfuck. Byłam bardziej przekonana, że to utwór niezależny, bądź z poprzedniego albumu, wydany dla przypomnienia o sobie, a dodany na Forever Child jako bonus. Ale nie, docelowo miał być na tej płycie, wydany w 2014, pewnie trochę z nudów, zastoju w kołowrotku kariery. Dlatego jak ktoś polubi płytę, ale sięgnie po nią bez fundamentalnej wiedzy może mieć małe zdziwko widząc teledysk do tej piosenki. Blond sex petarda wijąca się w jakimś mrocznym miejscu, a Agnieszka chłopaczara z „Królowej Łez”. Ale utwór pop rockowy. Dość klimatyczny, jak wyszedł przyjęłam go z otwartymi ramionami, był takim małym zaskoczeniem i powrotem na grunt gitarowy, po singlach z Modern Rocking.

Chyba ciężko stwierdzić po tym chaosie, który tu zamieściłam, czy płytę lubię, czy polecam.
Mimo zmiany stylistyki muzyki Agnieszka nie zmienia w piosenkach swojego charakterystycznego wokalu. Brnie w mocny rockowe warczenie niezależnie od podłoża muzycznego. Ten zabieg przewija się przez prawie całą płytę, przez co odnosi się wrażenie, że to płyta jest głównie w nurcie rocka, ale tak nie jest. To nowoczesne brzmienia. Nie wiem, czy rozpatrywać to jako minus, czy jako plus. Szczerze mam problem. Jestem fanką ryku Chylińskiej, jednak trzeba być elastycznym zwłaszcza jak się eksperymentuje z dźwiękami i mimo że w kilku przypadkach krzyk jest kompatybilny z tymi sztucznymi zmodyfikowanymi odgłosami, to na dłuższą metę może się to wydać dla kogoś niestrawne. Teksty to indywidualna kwestia. Dla jednego największy banał może okazać się poezją dla drugiego. Dla mnie teksty są proste. Napisane tak, by znalazły niemałą grupę odbiorców, zwłaszcza odbiorczyń. Gatunki mieszane jak trunki, ale z solidnym uziemieniem sztucznych tworów, co jest smutne, ale typowe niestety. Wszyscy pędzą za zachodnimi trendami. Niektóre wykonane rzekłabym troszkę nieudolnie,  na prostych schematach, niczym w programie dla początkujących, ale są też i zgrabne, przyjemne dla ucha. Duże propsy za odwagę w eksperymentalnym projekcie, choć odwagi akurat tej osobistości nigdy nie brakowało. Do płyty będę powracać na pewno. Wielokrotnie. I polecam ją z czystym sumieniem. Nie dlatego, że jest wybitna, bo nie jest, ale dlatego, że jest czymś nowym jak na nasze realia. Myślę, że każdy komu nie po nosie połączenie elektro z rockiem w wydaniu Agnieszki, musi się zastanowić, czy ktokolwiek w naszym kraju mógłby w ogóle wyjść z taką inicjatywą i zrobić to z większym efektem. Szczerzę, nie sądzę. I jakiekolwiek wytykam rzeczy, które mi nie leżą, nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym pogardziła materiałem Chylińskiej. Nie było tak przy O.N.A i nie było tak nigdy w solowej działalności. I myślę, że się nie zdarzy. Czepiać się można zawsze, ale prawda jest taka, że jest taka pula artystów, która gówna na świat nie wyda, a Chylińska w tej puli się bez wątpienia od zawsze, prawdopodobnie (odpukać) na zawsze, znajduje. 🙂

chylinska3
sesja zdjęciowa promująca album Forever Child

Ta płyta niezależnie od recenzji, dość zróżnicowanych, jest przesukcesem. Będąc niezmiennie topową artystką w Polsce, z dwubiegunowym wizerunkiem ‘matki polki bluźniącej’, z 7 letnią przerwą muzyczną, to nie miało prawa się nie udać. Niewielu mogłoby sobie pozwolić na wydanie płyty bez zapowiedzi. Albo inaczej. Pozwolić by sobie mógł każdy, ale w 80% przypadków taka płyta przeszłaby bez echa i media miałyby w dupie takie wejście smoka. Ale to jest Agnieszka Chylińska.

Moja ocena: 6/10
Moje ulubione: Mona Liza Twoich Snów, Jak dawniej, Zostaw, KCACNL

***
Nannawerk

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s