Towarzystwo Niewzajemnej Adoracji- Ewa Farna

UPDATE: Maj, 2017

I powracam do własnych korzeni piśmiennictwa. Kiedy wydawało się, że wyczerpałam zasób słów w związku z tym tematem, pojawia się okazja ku temu, by to sprawdzić. O Niej nigdy za wiele, bo gdy masz napisać refleksyjny artykuł, który nie ma nic wspólnego z recenzją płyty, filmu, a wiąże się z Twoim prywatnym życiem od lat, wiąże w sposób zawiły, uniemożliwiający rozwiązanie, to słów napływa więcej niż powinno się umieścić, myśli więcej niż powinno się wyrazić i historii więcej niż powinno się przedstawić.

Zawsze mnie dziwiło, jak ktoś mówił – weź świętuj te 13, 17, 20 urodziny, masz je raz w życiu.- No raz w życiu mam każde urodziny, co powoduje, że mam je co roku, dlatego argument tego typu nigdy nie był dla mnie zbyt przekonujący. Ale jak tak teraz pomyślę to w przypadku rocznicy działalności muszę do tego podejść inaczej. Teoretycznie też raz w życiu kończysz 3 lata jakiejś pracy zawodowej, bądź 12. Ale przyjęło się w naszej kulturze, by okrągłe liczby nazywać jubileuszem, mniejszym bądź większym, i przypieczętowywać je małym celebrowaniem, jednodniowym, skumulowanym, jak impreza, koncert, gala, bądź takim całorocznym, jak rok Chopinowski.

14671295_10154423472565733_5547465115848860689_n
ELLE, 2016

Pewnie ludzie z mojego otoczenia nie mają wątpliwości do kogo piję. Ewa Farna. Ale że 10? Że tak szybko, tak młodo, tak produktywnie? Skoro zaistniała taka sytuacja to chyba fajnie uraczyć zainteresowanych kontemplacyjnym tekstem i podsumowaniem dorobku artystki, która ma przyjemność w tym roku świętować 10 lecie kariery muzycznej. Tak naprawdę ma przyjemność świętować ją dwukrotnie. Ktoś może parsknąć śmiechem, bo Ewa z natury zaliczana jest do grona najmłodszego pokolenia naszych rodzimych piosenkarek. Ktoś może parsknąć śmiechem, bo czyta o niej tylko na Pudelku i nie fatyguje się zaglądać do empiku, albo chociaż na youtube.com. Ale nie widzę tu powodu do salw, a jedynie do gratulacji i to niemałych patrząc na dokonania. Ewa Farna- młoda gwiazda mainstreamu/ autorka tekstów/ kompozytorka/ wokalistka na rynku czeskim/ wokalistka na rynku polskim/ wokalistka na rynku słowackim. W swoich ramach muzycznych pomieściła pop/ teen pop/ punk pop/ rock/ soft rock/ alternatywny rock/ a nawet kilka eksperymentów jazzowych, bossanovych, soulowych, czy funkowych, . W swoim dotychczasowym dorobku płytowym posiada 9 albumów studyjnych/ 4 albumy koncertowe/ 30 singli i 30 teledysków nie wliczając wydawnictw poza-płytowych i występów w kolaboracji. Jeśli chodzi o ważniejsze plebiscyty na swoim koncie ma 31 wygranych nagród + pozostałych 29 nominacji oraz pewnie drugie tyle wśród mniej istotnych. Ktoś może mieć wątpliwości i podważać istotę powyższych danych, ale prawda jest taka, że wszystko dziewczyna odhaczyła, każde źródło potwierdzi, ale jeśli słucha się tylko radia, to człowiek nie ma prawa wiedzieć, co tak naprawdę w swoich osiągnięciach skrywają różni artyści. Pewnie nie wszystko tu zostało podsumowane, bo nie ma sensu skupiać się tylko na wymienianiu kolejnych suchych informacji, zamiast nich dobrze byłoby zajrzeć w to troszkę od środka, głębiej i z odrobiną prywaty, emocji, zwłaszcza jeśli ma się taką możliwość, będąc od lat u boku Ewy, śledząc jej poczynania bynajmniej nie jako przeciętny, zobojętniały Janusz, ale jako w pełni zaangażowany fan jej talentu.

911976_szansa-na-sukces
Szansa na Sukces, 2006 źródło:ewafarnagallery.eu prawa:TVP2

Dorastamy z pluszakami, bajkami, wyrastamy z nich, bierzemy w posiadanie nowe przedmioty, nowe zainteresowania, które kształtują dojrzalszą odsłonę nas samych. A gdyby tak „mieć” coś jako młody człowiek, nastolatek i dorastać, rozwijać się, zdobywać kolejne centymetry we wzroście, rejestrować zmiany fizyczne, mentalne, światopoglądowe wraz z tym charakterystycznym, ulubionym podmiotem? Jednocześnie, bez porzucania, bez wymiany na lepszy model, bez potrzeby modyfikacji siebie, czy jego. Od czasów nastoletnich, do teraz tym kimś jest dla mnie niezmiennie Ewa, bo w porę zorientowałam się, że ulubiona pluszowa małpa nie dojrzeje wraz ze mną i nie dowiem się, co sądzi o zamieszaniu w związku z Opolem, czy w co wierzy. Zorientowałam się, jakże błyskotliwie, wow, że prócz najbliższych, rodziców, czy dziadków, tylko idol może zapewnić taki komfort psychiczny i wypełnić jakąś przedziwną lukę, którą wcale nie każdy musi posiadać. Ja odkąd pamiętam miałam potrzebę mieć kogoś komu będę się przyglądać z sympatią, kogo będę cenić i komu będę kibicować. Dobrze mieć kilku takich stałych, niezmiennych ludzi, na których w różnych aspektach życia możesz liczyć i nie chodzi o pożyczkę pieniędzy, czy podwózkę pod klub. Jakiś autorytet, albo ulubieniec.. Gdzie pomaga jego muzyka, mądrość, czy wizja świata.

To takie pospolite być nastolatką i pokochać nastoletnią piosenkarkę, bo niby jakieś utożsamianie się, zrozumienie, styl. Bullshit. Nie wystarczy zgrać się wiekiem i ubraniami, czy gustem muzycznym. Każdy weryfikuje według własnych kryteriów ewentualne zaiskrzenie bądź brak. Te 7 lat temu moim jednym z kilku warunków było na pewno „ nie

285943_hustopece
Hustopece, 2007, źródło:ewafarna.cz

iść za tłumem”.Wtedy uważałam, że na moją uwagę zasługuje Tokio Hotel i Kelly Clarkson. Stąd też początkowa niechęć do Ewy. Może niechęć to za duże słowo, ale gdy 90% Twoich znajomych na przerwach w szkole nie chce grać już w kosza ale wolą siedzieć w słuchawkach i po raz enty puszczać Cicho – wkurzasz się, a gdy staje się to nagminne- męczy Cię to i obwiniasz Bogu ducha winną Ewe Farną. Jednak, gdy ból dupy ustaje i przestaje Ci uderzać do głowy, a racjonalne myślenie próbuje przebić się przez otępiały móżdżek, zaczynasz stawiać czoła prawdzie i mówisz sobie głośno- to jest dobre. Musisz być fair wobec siebie i wobec wysiłku artysty. Wystarczyło kilka samotnych podróży po internecie, rozeznanie w całych albumach, parę wywiadów. I kiedy masz już te komponenty sympatii, czyli odpowiadające poczucie humoru, inteligencję, ciężką pracę, te same wyznawane wartości, a przede wszystkim kolosalny talent wokalny, przerastający moje ówczesne najśmielsze oczekiwania- to nie ma prawa się nie udać. Wiesz, że znalazłaś swój mały azyl w świecie, do którego nie należysz, któremu się przyglądasz zza szklanego ekranu, jak zwierzątkom w Zoo, ale wśród pozornie identycznych ptaków znalazłaś wyborny okaz rzadkiego gatunku i przystajesz żeby mu się przyglądnąć. No i tak sobie stoję przy tym okazie od lat z tysiącami innych gapiów- a skoro o nich mowa…

1508030_283072165191170_1841112740_n
Bitwa na Głosy, 2012

Rasę ludzką uważam jednocześnie za najlepsze dzieło Boga jak i to najmniej udane. Jednak muszę przyznać, uwielbiam tych ludzi. Uwielbiam fanów, których energia rośnie wraz z energią Ewy. Uwielbiam na nich patrzeć i słuchać ich przepełnionych dobrocią, życzliwością i zaangażowaniem wypowiedzi. Uwielbiam fakt, że jestem ich częścią i że dzięki ich zainteresowaniu i wsparciu motywowałam się do pracy, wywiadów, kolejnych felietonów, czy innego rodzaju działalności. Chętnie śledzę ich talenty, którymi się dzielą z nami jak z rodziną, czekając na konstruktywne słowo. Widzę ich wielką pracę włożoną w sukcesy Ewy, w życie naszej społeczności oraz promocje jej osoby wszędzie gdzie się da i jak się da. Oczywistym jest, że wiele rzeczy, które zaobserwowałam na przestrzeni lat może mi się nie podobać. Ludzie różnie reagują, czy to podczas autografów, czy różnie ubierają w słowa swoje komentarze, za które nierzadko na miejscu Ewy strzeliłabym z liścia, albo odwrotnie, rzygnęła tęczą z przesłodzenia i włażenia w tyłek dla lajka.

Mnie minął już ten okres, gdy za wszelką cenę muszę być przy barierkach 6 godzin przed koncertem, a po nim wypluwać płuca. Choć nie twierdzę, że jakieś 4 lata temu tak nie było. Z wiekiem zaczynasz doceniać dalszą perspektywę, uspokajasz się i więcej zachowujesz dla siebie. Stosunek się zmienia, priorytety się zmieniają, a ze szczenięcej miłości wyrasta pełna zrozumienia i szacunku relacja, niezmiennie przyodziana ogromnym podziwem- on nie znika. Jednak nigdy nie szczędzę wyjazdów i chęci bycia blisko, wyciągania z widowiska ile się da.

13445794_1130808000275847_8187452867849660231_n
żródło: fb Farnouski

To jak podłączenie telefonu do kontaktu na trybie szybkiego ładowania. To jest niezmiennie lek na wszystko. I nie umiem wyjaśnić tego racjonalnie. Tyle razy próbowano mi wyperswadować te ciągłe wyjazdy na identyczne koncerty. Zwłaszcza jak rodzina zorientowała się, że znam dowcipy i zagrywki sceniczne Ewy na pamięć. Ale to tak nie działa. Nie ma gwarancji na to, że na pierwszym koncercie będziesz bawić się najlepiej, więc czemu nie pojechać na kilka koncertów z trasy? Albo kilkanaście, ewentualnie kilkadziesiąt. Zawsze są różnice, czy to w Twoim samopoczuciu, w energii, w miejscu, gdzie się odbywa, w publiczności, która przybyła, w Ewy formie wokalnej, czy nawet nagłośnieniu. I dla jednych są to niewystarczające odstępstwa, by pofatygować się raz jeszcze, a dla takich jak my, są całkowicie satysfakcjonujące. Ale jest coś jeszcze. Otóż prawdą jest, że teraz to relacje, przyjaźnie, związki napędzają jeszcze bardziej cały system podróżniczy i niezależnie czy fundusze są, czy nie, znajdzie się sposób, by w weekend opuścić gniazdo. To moja jedna z największych bolączek przeprowadzki do Londynu. Brakuje mi komfortu jakim jest możliwość spakowania plecaka i pojechania na ten godzinny koncert, który niespodziewanie się trafia poza sezonem, gdziekolwiek on by nie był. Lubimy czasem stanąć ze znajomymi odrobinę dalej, odpuścić sobie upocenie się i utratę głosu, bo jednak w wakacje częstotliwość wyjazdów nie pozwoliłaby nadążać z rekonwalescencją. A skoro są takie momenty wyciszenia i obserwacji w ciszy z nieukrytym uśmiechem pod nosem, to są i całkiem przeciwne, jak zlot, gdzie, pakuje moje nieśmiertelne trampki, które przeżyły 90% koncertów Ewy, włącznie z moim dziewiczym. Do dziś mają na sobie błoto zlotu 2016. Nie żebym miała sentyment do złotoryjskiej brei. Pakuję tabletki do ssania, najlepszy antyperspirant i w tango. Ale wtedy to już nie ma żartów, nie ma wymówek i nie ma przebacz. I w takich okolicznościach nieprzystosowanym nie polecam się do nas zbliżać. Kocham ten rodzaj koncertowania, przypomina mi dawniejsze wypady, gdzie każde muzyczne spotkanie z Ewą tak wyglądało, a przez bardziej rockowe trasy, było znacznie intensywniej, bo kto powiedział, że na Farnej nie może odprawiać się prawdziwe pogo?

mels-me-vubec-rad
Mels me vubec rad, 2006

Jako fan talentu, a nie języka, w którym śpiewa nie rozdzielam grubą krechą rynków. Skoro 10 lat temu zadebiutowała, to piszę tekst w 2016. W Polsce to nastąpiło chwilę później, więc okej mogę świętować dwa razy, żaden problem- aktualizuję w 2017. Kiedy pojawiło się „Mels me vubec rad” ktoś mógł mieć wrażenie, że to będzie sezonowa zabawa. Nie chcę mówić, że metryka od razu decyduje o czymkolwiek, ale kurde, bądźmy szczerzy, 13 latka nie jest najlepszą pretendentką do gwiazdy. Młodość jest w cenie, ale skrajności się nie lubi. Można byłoby sobie pomyśleć, że będzie singiel, dwa, no okej, płyta, ale koniec końców nie doczekamy się kogoś pokroju Amy Diamonds, która była ówcześnie szwedzkim fenomenem. Jednak Leszek Wronka miał zupełnie inną wizję i bez wątpienia akurat za to można mu dziękować.

Pierwszy raz ją zobaczyłam jak świrowała z elektrycznością, śpiewała do żarówki, myślę, lasce życie niemiłe, to niebezpieczne. Była dla mnie ucieleśnieniem słowa „pocieszna”. Niezwykle niewinna, kipiała radością. Zdaje sobie sprawę, że na potrzeby klipu można zagrać, ale to była ona, a nie postać wykreowana w teledysku. Może i mówi się, że ten kawałek nie przyniósł Farnej wielkiej popularności, ale ja, jako widz VIVY pamiętam, że leciał dość często, choć fakt, nie zarejestrowałam wtedy Jej nazwiska, by potem od razu je skojarzyć z następnym singlem. Nawet nie pomogło zdjęcie, bo zaostrzyła wizerunek. „Cicho”, mimo moich ówczesnych uprzedzeń, jest niepodważalnym fundamentem kariery Ewy w Polsce i jednym z najlepszych jej numerów w warstwie muzycznej. Zgarnęła tym utworem wszystko, co się dało i pokazała, że mamy wokalistkę na miarę przyszłego miana rockmanki. Nikt się nawet nie pluł, że to słowa na wyrost. Każdy widział w niej potencjał nienaturalnych rozmiarów. Utwór przehit, nie wydaje mi się, żeby którykolwiek wśród nowszych przebił popularność właśnie tego. Dla wielu- sentymentalna podróż do najbardziej gitarowego brzmienia Ewy. Szczerze powiem, że na tle wersji studyjnej odsłony live biją znacznie jaśniejszym blaskiem. Nie sposób wymienić każdego wykonania które miażdży, choć w moim numerem jeden na zawsze pozostanie wykonanie z Wrześni, maj 2015. W mordę. Master konkret gigant. 

ewa-farna-cicho_img
Cicho, 2009

Projekty się zazębiały, wyprzedzały, mieszały. Tempo w początkowych latach kariery było wariackie. I jak byście chcieli to komuś przedstawić, to bezpieczniej wziąć ołówek i rozrysować mapę myśli niż mówić datami, który album kiedy, gdzie i jak.

Lubie powracać do eksperymentu z 2009 roku jakim była nowa odsłona kultowego singla Urszuli- „Dmuchawce Latawce Wiatr”. Świetny strzał odmłodzić ten utwór, choć nigdy nie wiedziałam, czy aż tak, by śpiewała go 16 latka, w końcu tekst nie pozostawia pytań, ale widocznie nie stanowiło to problemu dla pomysłodawców. Skoro w ich mniemaniu to było autentyczne i spójne, to nie ma dyskusji. Zwłaszcza, że po latach dużym przeżyciem duchowym było dla mnie oglądanie jubileuszu Budki Suflera z gościnnym udziałem Ewy właśnie z tym numerem. Tak bardzo szlachetne.

dc1f3ab712
Virtualni, 2009

Podczas gdy Polacy wciąż podnosili pozycję Cicho na OLISIE, w Czechach już kolejki ustawiały się po cieplutki trzeci album studyjny- Virtualni. Według mnie najlepszy krążek Ewy w przeciągu tych 10 lat, choć faworytem wśród polskich wcale nie jest odpowiednik, czyli Ewakuacja, ale o tym później. Nie wiem, jakie siły skrywa w sobie to wydawnictwo, ani gdzie tkwią te elementy różniące je od polskiej wersji, ale z pewnością był to czas, gdzie można było zarejestrować drobne zmiany w barwie głosu Ewy, dużo zabawy niższymi dźwiękami, ale też dojrzalsze teksty. Czemu wole czeską edycję płyty? To zawsze będzie dla mnie zagadką, ale z tego co mi wiadomo, nie jestem jedyna.

Ewakuacja, czyli jak to po swojemu nazywam Cicho vol2, gdyż to drugi i ostatni czysto rockowy, polski singiel Ewy, który spotkał się z bardzo przychylnym odbiorem słuchaczy. Radia go nie szczędziły, a co to oznacza? Oznacza, że da się. Da się grać mocniej dla mainstreamu. I nie wiem gdzie pojawił się problem i zmiana frontu, przeświadczenia, że jest inaczej. Może nie można zwalać wszystkiego na radia i czas pogodzić się, że coś się zmienia z potrzeby i chęci, a nie przymusu. Narzekamy na wytwórnie, czy na producentów, ale nie ma nas przy okrągłym stole, gdzie rozgrywają się wszystkie polityczne decyzję. Rock jest wciąż jednym z najsilniejszych gatunków muzycznych, jednym z najbogatszych i z najpotężniejszym popytem. Nikt nie eliminuje go z popularnego obiegu. Zgadza się, że radia wolą zagrać składankę bitów, czy gwizdków niż riffów, ale kiedy zbuduje się pozycje, wartość swojego nazwiska, swojej marki i tego, co się pod nim wydaje, to już nie radio stanowi problem. Od początku do końca leży to w gestii ludu. Jedno jest pewne, lud kupił zarówno 16 latkę w grzywce i rękawiczkach, jak i 17 latkę, całą w skórze wśród płomieni i popiołu. Prawda wygląda tak, że odbiorcy dzielą się na dwie grupy. Roboczo nazywam ich radiowcami i koneserami.  Radiowcy potrzebują utworu, który wpadnie w ucho, niezależnie, czy jest Farnej, czy Grzeszczakowej, nieważne czy pop, czy rock czy klubówka, byle się dobrze stało w korku. Koneserzy rozpatrują muzykę poprzez możliwości, predyspozycje, lubią wiele gatunków, ale istotą jest talent i jakość dźwięków. Koneserzy narzekają trochę na zmianę frontu muzycznego Ewy. I ja ich rozumiem. Wiem, że w ich narzekaniu przemycają niemałe komplementy, które ciężko dostrzec, bo zauważa się tylko marudzenie na komercję. Taki podział aktualnie uświadamia mi jak dobrze mi w roli fana Ewy godzącego miłość do rocka i alternatywy z miłością do głosu jaki ma Farna, który wykorzystuje na koncertach. W większości projektów muzycznych już z Ewą się mijam i zaskakująco nie jest to już dla mnie problem. Wystarczy właśnie stanąć na którymś koncercie kawałek dalej i popatrzeć na Nią. Na Jej energię, radość, samozadowolenie. To daje dużo więcej szczęścia niż warczenie na płycie, które nie bawiłoby autorki. 

ewakuacja_ewy_farnej_4749753
Ewakuacja, 2010

Jeśli chodzi o społeczność fanowską i jakąś symbiozę wraz z wydźwiękiem trasy „Ewakuacja”, to zdecydowanie moja ulubiona polska era. Wraz z nią zaczęłam regularne wyjazdy. Mój pierwszy koncert był dość późno, bo w maju 2011 roku, ale to ze względu, że czekałam od zimy na pojawienie się dat. Wyobraźcie sobie reakcję 15 letniej  wtedy dziewczyny, która marzy o tym cholernym pierwszym koncercie od wielu miesięcy niczym wygłodniały lew czyhający na jakąś antylopę i kiedy odświeża czterysta dwudziesty szósty raz oficjalną stronę pojawiają się te daty letniej trasy koncertowej, a wraz z nimi miasto Łódź na jednej z pierwszych pozycji. Wyobraziliście sobie? Okej, więc było jeszcze bardziej dramatycznie. Pamiętam błysk w oku i telefon, który się rozdzwonił, bo wszyscy wiedzieli jak mi zależy i czekali ze mną. To było tylko 6 lat temu, a ja nie dowierzam, że byłam tak zdesperowana i nieokiełznana w tym całym ferworze. Zawsze się miałam za dojrzałą nastolatkę, ale takie momenty napawały mnie i moich rodziców głębokim zwątpieniem. Z drugiej strony nie ma nic piękniejszego niż widok prawdziwej pasji i entuzjazmu. Wtedy w moim małym świecie to było marzeniem. Nigdzie po głowie nie chowałam nawet myśli o wywiadzie z Ewą, to byłoby zbyt śmiałe.

51cc0d68ba72e_osize933x0q70h562a27
Łódź, maj 2011           źródło:lodz.naszemiasto

W pewnym momencie malkontenci mogli dać upust swoim emocjom i stwierdzić, że Farna zaraz wyskoczy z lodówki. Prawda, było jej dużo, pięć minut przerodziło się w prawie 3 lata bycia topowym, jednym z najgorętszych nazwisk. Teraz ta pozycja na pewno uległa modyfikacji, ma inny charakter, bo i rynek się zmienił. Niby niewielki odstęp czasowy, ale dla sztuki to ogromna przepaść. Pojawia się tysiące nowych twarzy, nowych stylów, gatunków. Nowe trendy, nowe pokolenie, nowe technologie, pomysły, sposoby marketingowe.

4e6a505138c5b_o
Expo Silesia, Sosnowiec, koncert 18, 2011    źródło:chorzów.naszemiasto

Dziesięciolecie w Pradze to podobno największe dotychczasowe przedsięwzięcie w karierze Ewy. Pamiętam  koncert osiemnastkowy w Sosnowcu, który był kolejnym ważnym przystankiem w karierze, też wymagał miesięcy prób i przygotowań. Nie mam pojęcia kiedy to minęło. Pamiętam jak wychodząc z Expo Silesia zatrzymałam się na pogawędkę z panią szatniarką, która zachęcała nas do powrotu, na przyszłe celebracje. Oznajmiłam, że wpadnę, jak tylko Ewa zdecyduje się obchodzić tam 10, 15, 20 lecie. No nie zamierza, ale nie w tym rzecz. Wtedy wydawało mi się to cholernie odległe. Umówmy się, że jak ktoś Wam powie, że coś wydarzy się za 5 lat to nawet płomyk radości się nie pojawia, bo w głowie tylko pulsuje dobijająca informacja jak długo trzeba czekać. Teraz przypominam sobie ten moment, widzę go wyraźnie, jakby był kilka tygodni temu i szkoda mi, że nie zobaczę się z panią szatniarką. Może nie tak bardzo jak szkoda mi tego koncertu jubileuszowego w Pradze, ale szkoda. Starałam się chłodno podchodzić do tej nieobecności, ale to trochę jakby być na każdym przedstawieniu siostry w szkole, a nagle ma wręczenie dyplomów i Ciebie nie ma. Londyn nie ma litości. 

ag1ktkpturbxy8yztc2zwyxmmrjogq1ntc1ntkznwjjmgezmdzknja2my5qcgeslqmaznpnb9dnbgwtbc0dim0bwg
Winna, 2013, źródło: Onet

Pędzę w tekście, tracę wiele epizodów z życia Ewy, ale to najczęściej omawiany przeze mnie temat, więc niewiele zostało mi do pisania. Zatrzymam się jednak chwile przy albumie Winna, do którego zmierzamy. Rok 2013. Na urodziny, po długim oczekiwaniu, dostaję pierwszy singiel z nadchodzącej płyty. Twarz przybiera wyraz zielonego bohatera filmu „Maska”, ten z wyłupionymi oczami. I w takiej oto otoczce rozpoczęła się epoka nowej, innej Ewy. Dojrzalszej, wielogatunkowej, otwartej, eksperymentującej. Ewy tekściarki i kompozytorki z naprawdę wysokiej półki. Nie wywnioskowałam tych wszystkich rzeczy po przesłuchaniu „Znaku”. Wraz z „Tajną Misją” na tle całej płyty są dla mnie jak dołączenie małej czerwonej kulki z modeliny do pięknej budowli z zielonej plasteliny, jak tabliczka pysznej mlecznej czekolady z dwiema kostkami wyrobu czekoladopodobnego. Ale dlaczego zaczynam od takich bolesnych porównań? Dlatego, by teraz skupić się na superlatywach. To najlepszy polski album studyjny Ewy, depcze po piętach płycie Virtualni, a czasem mam wrażenie, że nawet idzie z nim pod rękę, nie umiem zdecydować. I to wszystko wraz z tymi dwoma utworami, które bym i może skasowała, ale są i okej. Notabene Znak na koncertach bardzo lubię, więc słowa słowami, a jak przyjdzie co do czego

1249193_dnes-magazin
Dnes TV Magazin, 2014

i usłyszę -majaczę- to hulaj dusza, piekła nie ma. Najlepszy tematycznie, najlepszy tekstowo, najlepszy muzycznie. I mimo że nie znajdziemy już w singlach rocka, a gitary tylko czasem dadzą o sobie znać (Ulubiona Rzecz) to wciąż traktuje ten czas jako mały przełom, powiew świeżego powietrza. Zwłaszcza jak puściłam płytę i znalazłam na niej Rutynę, potem Mamo, następnie Ktoś z nami Kręci, czy w końcu Poradnik dla początkujących. Byłam w liceum, gdy się ukazał. Dokładnie pamiętam wagary w celu kupienia egzemplarza w dzień premiery, dobra wymówka nie jest zła. Możliwą pobudką mogła być też matura próbna z matematyki, ale zostańmy przy tym, że byłam wzorcowym fanem. Czemu to dla mnie taki istotny krążek? Prócz tych wszystkich zalet, które w sobie ma, pokazał coś jeszcze. Pokazał jak bardzo wiek, przekroczenie magicznej linii dorosłości ma wpływ na to co ma się do powiedzenia. Wiem, że to nie jest uwarunkowane datą urodzenia, ale jednak u kobiet często to się łączy z jakąś refleksją. Wtedy i ja zbliżałam się do przekroczenia bariery wiekowej i czułam na sobie jak przewartościowuje życie. U facetów to wszystko jest opóźnione i przebiega trochę inaczej, biologia jest zagadką, ale ma swoje potwierdzone info. I choć nigdy nie lubiłam muzyki o związkach, miłości, spełnionej, niespełnionej, to właśnie w tym okresie, okresie pojawienia się płyty Winna byłam najbardziej spragniona czegoś, co mnie zaskoczy, co poszerzy horyzonty i nie tylko powie coś więcej o samej Ewie, ale ubarwi rodzimą twórczość i uraczy czymś ambitnym spod pióra tak młodej osoby, udowadniając tym samym, że jest pełnowartościową artystką, a nie produktem rynkowym, marionetką, za której sznurki pociąga wytwórnia i producent. W końcu coś więcej, w końcu jakaś treść.

leporelo
Leporelo, 2014

Czescy fani zdecydowanie zasłużyli w tamtym okresie na jakiś order. Czekać 5 lat na nowy album, kiedy wcześniejsze pojawiały się w przeciągu roku, czy dwóch to odrobinę hardcore. Często powtarzam, że wole czekać dłużej, wiedząc, że ktoś nad tym ciężko pracuje, nie śpieszy mu się i dopieszcza najbardziej jak może. Ale mimo wszystko to największa przepaść w dyskografii Ewy. Może wśród kultowych zespołów jak Metallica naturalna, ale nie w tym przypadku. Zatem czeski odpowiednik WinnejLeporelo na salonach zawitał w roku 2014. Od niego zaczął się bardzo przyjemny czas, niedługi, ale w pełni satysfakcjonujący. Trasy akustyczne. Blichtr czeskiej odsłony trochę mnie przeraził. Nie mogłam się skupić na nowych aranżacjach utworów. Ale jak się okazało plan na Polskę, był całkiem inny. To, że pomysł nagrania akustycznej płyty z wybranymi utworami był genialny to jedna sprawa. Ale wykonanie tego, cała otoczka, obróbka, sesja, szczegóły, szczególiki, a wszystko zwieńczone jesienną trasą i to kompletnie różną od tej czeskiej, to mnie zaskoczyło. Płyta

maxresdefault
Inna, 2015

Inna. To była idealna okazja do pokazania nieświadomym ludziom w całej Polsce, co wyrosło ze szczęśliwego dziecka show biznesu. Ci co przyszli, przekonali się Nie usłyszałam ani jednej opinii, która chociaż graniczyłaby ze sceptycznością. Same ochy i achy. Ci co nie przyszli, bo to nie ta muzyka, bo za młoda, bo to ta z radia, ta co przytyła, no cóż. Pozostaną w swoim ciemnogrodzie podtrzymując niemal disneyowską klątwę mówiącą o tym, że Ewa to teen pop star. Oj jak bardzo by się zdziwili. Ani teen, ani pop, jedynie star by się zgadzało. Byłam na 6 koncertach akustycznych i przeszło mi przez głowę, że może wystarczy te 6, że tęsknie za latem i trasą na powietrzu, ale nie, to było tylko chwilowe niedotlenienie mózgu. To jest to miejsce gdzie chciałabym widywać Ewę. To jest Łódzka Wytwórnia. Niekoniecznie akustycznie, niekoniecznie w sukni, ale wciąż inaczej, wciąż na najwyższym poziomie.

ewa_farna_20151108_1238032813
Łódź, Klub Wytwórnia, Ewa Farna Akustycznie, 2015, fot. Dariusz Stępień

No i jesteśmy tutaj. Z nowym managerem w Czechach, z odesłanym z kwitkiem Leszkiem, z grzywką i wielkimi planami. 2017, gdzie jubileusz w Pradze zakończył się sukcesem, jubileusz w Sopocie okazał się być dowodem, że reszta polskich wokalistek może czyścić Ewie buty, zarówno szpilki, jak i te białe adidasy, muzyka się tworzy, Bumerang lata miedzy nami, Nią, a rozgłośniami, jurorowanie zakończone, audycja w radiu RMF FM niezmiennie o 15 w soboty… Pozostaje czekać na zlot i pełen koncert jubileuszowy, który już we wrześniu. 

Miała lat 13. Mogła żyć normalnie, albo zaserwować sobie sinusoidę. Widocznie lubi rollercoaster, bo wybrała drugą opcję i jej kolejka wciąż jedzie, trasa się nie kończy od 10 lat. Dość długa przejażdżka. Niepozbawiona kolizji, zwolnień i przyspieszeń. Jest jedyną artystką łączącą pracę równomiernie i tak intensywnie na dwa, niekiedy trzy rynki. Jest jedyną, która w wieku 13 lat zaistniała i po 10 latach jest wciąż w grze, a każda kolejna Jej płyta pokrywa się platyną bądź złotem. Dlatego tak, uważam że niezależnie od upływu lat, aktualnej pozycji na listach przebojów, czy częstotliwości wywiadów jest ona fenomenem. Jest kimś, kogo postać powinna być przybliżana młodym ludziom aplikującym do świata muzyki. Jest kimś, z kogo oba rynki powinny być dumne i powinny się Nią szczycić. Nie twierdze, że taki głos musi usłyszeć świat, twierdzę, że światu należy się by wiedział, że taki istnieje. Że jest, tutaj, w Polsce i Czechach, w piersi 23 latki i kształtuje się on od wyjątkowych 10 lat. I z racji wieku, proszę bardzo, niech będzie, wrzucajmy ją do worka młodych gwiazdek popowych. Miło jednak pamiętać przy tym, że to nie jest świeżynką. Ona zaliczyła pierwszą bazę weterana. Jej doświadczenie i dorobek prześciga rówieśników z branży, choć i ich jest mało, ale koleżanki i kolegów poniżej 30 roku życia. I nie zapowiada się, by w najbliższym czasie ktoś powtórzył jej drogę. Zadomowił się w dwóch show biznesach, będąc gówniarzem i po 10 latach, obfitujących głównie w sukcesy i ciągły progres, świętował jubileusz. Niedoczekanie. #SorryNotSorry

12037934_1679960208916010_3344070634951247536_n
Września, 2015, fot. Monika Drewniak

Mimo, że od dość dawna nie współpracuję z Projektem ProFun wciąż jestem pytana o wiele kwestii w związku z Ewą, opinie, punkty widzenia. Jedno z częstszych pytań to „ Co zawdzięczasz Ewie?” Kiedy mój dzień jest przepełniony sentymentem, jestem wybitnie emocjonalna, kiedy może mniej racjonalnie myślę, albo pozwalam sercu przejąć inicjatywę i rozum całkowicie przestaje się wysilać, pewnie mówię, że wiele Jej zawdzięczam. I jakby przymrużyć oko to tak, jest takim „pośrednim doręczycielem” niezliczonej ilości pięknych rzeczy, które mam, które mi się przydarzyły. Ale to wszystko skupia się na tym, że po prostu gdyby Jej nie było, gdyby między nami nie zaskoczyło, pewnie nie nastąpiłyby takie, czy inne wydarzenia. Więc dobrze, że jest, dobrze, że gra, tworzy, pisze i komponuje, dobrze, że się rozwija, bo dzięki temu daje najbardziej bezpośrednio jak się da w tej relacji, miód dla mych uszu i duszy. Więc tak jestem za to wdzięczna. Jednak w te dni, kiedy myślę nazbyt racjonalnie, wiem, że to po prostu jej praca. I jak dziękuję lekarzowi za recepty, tak i jej, za nowe doznania. Rynkowo patrząc jest jak

pracownik usług, ale z dużo większą dozą swobody w ich prezencji i udostępnianiu. Nie chcę tak na to patrzeć, bo wydaje mi się to troszkę krzywdzące, artyści mają wybitną wrażliwość, ale to ich źródło dochodu. Czerpią z tego zapewne nieopisaną radość i satysfakcje, lecz nie wszystko co się wokół tego dzieje jest ich planem. Jak w tym przypadku zbudowane przyjaźnie, czy zwiedzone przeze mnie największe zadupia Polski, czy znajomość podstawy czeskiego. Nikt mnie do tego nie zmuszał, to był mój wybór, dobry wybór, ale nie zrzucam całej wdzięczności na Ewę, bo to duża odpowiedzialność, a nie chce jej nią obarczać, zwłaszcza, że dźwiga już ogromną, będąc osobą medialną i będąc autorytetem pewnie wielu dzieci, czy nastolatków. Bo równie dobrze moglibyśmy przejść w wypominanie i mówić „wydałem/ łam na nią tyle i tyle pieniędzy”. Nie mój drogi. Wydałeś tyle na siebie, swoją potrzebę, której składową jest posłuchać takiego głosu, takiej muzyki, takiej kobiety. Podziękować, docenić, pokochać, to nie to samo, co darzyć wdzięcznością, to zbyt heroiczne, łatwo ją pomylić z byciem zależnym. Dlatego może zmierzając już do końca, podsumuję wszystko w krótkich słowach, które zawsze chce się powiedzieć na żywo, ale nigdy nie ma czasu, a jak jest to nogi miękną,

1161704_krnov
Krnov, 2010, źródło:ewafarnagallery.eu

bo patetyczne, bo wstydliwe, przesadnie intymne. Pisząc to tu nie sprawię, że sytuacja się zmieni i Zainteresowana się dowie, ale okej, pozostanę przy wierze, że takie rzeczy przenoszą się siłą umysłu. I zdaje sobie sprawę, że wiele już podobnych podziękowań, czy podsumowań ode mnie wypływało. Ale od kiedy jest jakiś limit? Zawsze była okazja ku temu, czy to zlot, czy premiera, rocznica czegoś, ale obecna motywacja jest najbardziej wyjątkowa z nich wszystkich.

Więc może nie tylko w swoim imieniu. Dziękuję za muzykę, a głównie za odwagę w podejmowanych tematach oraz gatunkach, na które pewnie często narzekam, niemniej zawsze gdzieś w głębi serca imponuje mi eksperymentowanie i zawziętość w szukaniu siebie. Dziękuję za stałość, konsekwencję w swojej pracy, co nie pozwala się nudzić i wystawiać naszej cierpliwości na próbę. Dziękuję za głośne wypowiadanie się o wartościach, priorytetach, co daje wybór: albo zbliżyć się do artysty i jego człowieczej natury, albo znaleźć tematy sporne, dające pole do dyskusji. Dziękuję za momenty ciepła i wzajemności, które radują serce i udowadniają jak zwyczajny uśmiech, czy dwie chwile życzliwej rozmowy mogą poprawiać dzień. Jednocześnie za chwile chłodu i dystansu, które oduczają budowania oczekiwań. Dziękuję za wszelakiej maści poświęcenia, których bodźcem nie są zarobki, czy profity, a bezinteresowne dawanie radości fanom. Dziękuję za świadomość bycia ważnym i potrzebnym niezmiennie od lat i niezależnie od aktualnego statusu kariery. I przede wszystkim za pokazanie, że 23 latka z 10leciem na karku, to 23 latka na właściwym miejscu, ale tylko w jednym przypadku, gdy nazywa się Farna.

Kolejnych lat, kolejnych, koncertów, kolejnych płyt i wielbicieli. Kolejnych jubileuszów z dumą w sercu i Nami u boku.
Z całą miłością,
Kołodziej

1630919_piekary-slaskie
Piekary Śląskie, 2016, fot. Paweł Szalankiewicz

 

Advertisements

One thought on “Towarzystwo Niewzajemnej Adoracji- Ewa Farna

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s