“A kysz”- Daria Zawiałow

Jakby komuś dzisiaj przyszło do głowy wspomnieć, że jedynym człowiekiem wywodzącym się z X Factora, który w Polsce zrobił coś wartościowego jest Dawid Podsiadło, proponuję kilka głębokich wdechów. Taco Hemingway śpiewa “Nie chcę być nowym 2pac’iem, chcę być nową Nosowską” i po jego słowach myślałam, że to najlepsze, co mogłoby się przydarzyć polskiej muzyce, mieć drugą Kaśkę. A jednak do pełnej satysfakcji muzycznej nie potrzebowałam niczyjej kopii. Potrzebowałam tego powiewu. 

Kilka lat temu ja ją wybrałam. Dzisiaj mam wrażenie, że role się odwróciły i to ona wybrała mnie, co jest chyba najpiękniejszą reakcją jaka może zajść między odbiorcą, a nadawcą, artystą dokładnie. Brzmi niezwykle wygórowanie więc bez zbędnego pieprzenia na samym starcie powiem, że oceniam płytę 8/10, co słownie można uznać za „bardzo dobre”, ale nie jestem za pomijaniem wszelakich okoliczności łagodzących, wszystkich czynników i faktorów, które tworzą dane dzieło i sprawiają, że ocena ocenie nierówna. Ta pozostaje zachowawcza, dając autorce szansę na progres, choć jeśli takowy będzie miał miejsce wraz z kolejnymi wydawnictwami podejrzewam, że za kilka lat będziemy mieli nową ulubienicę Fryderyków.

Przewijała się w tłumie wielokrotnie, wpadała na moje uszy i oczy, chyba uniwersum chciało mi dobitnie uświadomić, że mam zwrócić na nią uwagę, bo kiedyś przysiądę do recenzji Jej płyty i wypadałoby wiedzieć coś więcej. To też powód, dla którego tak wybiórcze są moje „recenzje”, mimo że płyt wychodzi multum. Ile można pisać o tym jakie gatunki i przesłania za sobą niesie dana składanka? Jestem widocznie tak zadufana w sobie, że przyjemność sprawia mi dodawanie prywaty. Lubie mieć zaplecze. Za Darią zaplecze mam, jako takie. 

0005euouc70dvbvj-c122

Pamiętam ją z festiwalu w Opolu, mimo że jej historia sięga czasów Od przedszkola do Opola a później Szansy na Sukces, swoją drogą, podziwiam za wytrwałość, bo pałętała się za marzeniami wytrwale, wygrywając konkursy, czy śpiewając u Rodowicz. W Opolu na debiutach, gdzie wzięła się za utwór Nosowskiej, pierwsze co mi przyszło na myśl to „Dlaczego Ania Dąbrowska przefarbowała się na czerwono i udaje, że jest rock and rollowa?”. Dzięki Bogu po czasie okazało się, że Ania Dąbrowska dalej jest blond i dalej jest flegmatyczna, z całą miłością do Ani. No wrażenia wielkiego to na mnie nie zrobiła, ale wystarczyło poczekać kilka lat. Szlajała się bidulka po programach jak bezdomna, nie raz, nie dwa, a że śledziłam większość muzycznych show, pamiętam ją z castingów, była dobra od zawsze, ale niewystarczająca, by myśleć o niej po występie, podczas reklamy Head&Shoulders, łupież bardziej był przejmujący. Przypadki takie jak ona uświadamiają mi, że ludzka determinacja i praca nad sobą może uczynić cuda, przenosić góry, mosty, meble, cokolwiek. Mimo wielu perturbacji opłacało się przyjść kolejny raz raz na casting i udowodnić, że zasługuje na szansę. Zaśpiewała Radioactive- Imagine Dragons, znam ten występ na pamięć razem z dialogami jurorów, miałam go na telefonie wiele miesięcy, bo to ten występ sprawił, że zamarzyłam o solowej płycie Pani Zawiałow. Jak później się okazało wykonanie Radioactive mogło dosłownie czyścić buty jęzorem, gdyby miało, wykonaniu Purple Rain, które zaśpiewała już w domach jurorskich przed Kubą Badachem i Farną. Dojść do siebie nie mogłam.
Zgrabnie przeszła zatem do odcinków live, na jednym z których miałam frajdę być. Okazuje się, że wszystkie szklane bariery, przez które musi przejść obraz i dźwięk zanim trafi do naszych zmysłów tak bardzo niszczą efekt, że póki nie usłyszy się na żywo, to się nie uwierzy. Umiem zrobić zdziwioną twarz na wykon, który słyszę w telewizji i teraz już wiem, że na żywo, moja mimika, już by tego nie udźwignęła pewnie w wielu przypadkach. To było jedno z silniejszych doznań muzycznych, a mam ich niemało. Zaraz po wstrząsie jaki dokonał we mnie jej wokal, dostałam niemal wstrząsu epileptycznego po usłyszeniu werdyktu. Dość żenujące popłakać się, bo ktoś w talent show odpada i nie jest to Twoja mama, czy pies, bo to dałoby się jeszcze jakoś racjonalnie wyjaśnić, jednakże niesprawiedliwość niesie za sobą bezradność i bezsilność. Nie cierpię być bezsilna wobec świata, który nie dba o coś takiego jak sztuka, nie dba o słuszność, nie dba o szansę dla tych, którzy na nią zasługują. I żadnym pocieszeniem był ogólny szok, o którym była chwila porozmawiać z innymi uczestnikami, czy Farną. Dwie sekundy rozmowy z Darią potrafiły zdołować jeszcze bardziej, jakby mi było mało w tym moim śmiesznym przeżywaniu, gdyż w oczach widziałam tylko rezygnacje, bo ile kuźwa można. Teraz wiem, że się przewidziałam, niczego takiego w oczach nie miała.

daria-zawialow-675x405

Alternatywny pop łamany przez rock, czy jakieś szmery folku, reggae, mini-dźwięków praktycznie kilkunastu gatunków, ale z silnym fundamentem tego pierwszego, to podobno coś co miała w swojej głowie od dawna, ale nie dzieliła się tym, bo czekała na na ten konkretny moment, który rozprawia się teraz, na 3 marca 2017. Idąc tropem jej metamorfoz wizerunkowych nie wiedziałam czego się spodziewać, Zmieniła wizerunek wraz z pracą nad płytą, jakby poczuła się wolna, jakby dojrzała, jakby stwierdziła, że już wie. Wyszła za mąż i ku zaskoczeniu wszystkich, wow, szok, niedowierzanie na płycie nie unika miłości, tej fizycznej też, bo właśnie nią uraczyła nas w pierwszym singlu. Lubię jak ktoś widzi różnicę między porno, a filmem erotycznym, lubię jak ktoś widzi różnicę między sex song, a tego typu opowieścią o cielesności. Zakochałam się z pierwszym odsłuchem, a jest to u mnie niezwykle rzadkie, zazwyczaj drugi dopiero dociera, trzeci jakoś dotyka, a czwarty ewentualnie celuje w sam środek, albo pudłuje, tu był pierwszy i celny. Daria pisze prosto, ale podejrzewam, że ma słabość do poezji, nie tylko przez tytuł, który nawiązuje do Leśmiana, ale tekst ma bardzo dużo metafor, a jednocześnie jest prosty, na dobrą sprawę jest to splot przenośni z dosłownościami, co w konsekwencji tworzy poezję dla średnio-zaawansowanych, co jest w moim odczuciu naprawdę trafionym zabiegiem, choć większość tekstów z “A kysz!”jest skrojona potocznym językiem lecz wymagająca i skierowana do odbiorcy inteligentnego. Debiut autorski okazał się w punkt, bo wracając z nim na festiwal w Opolu osiągnęła sukces i to nie jeden.

Bardzo nieczęstą u mnie sytuacją jest, gdy single okazują się moimi ulubionymi utworami na płycie, niekoniecznie idzie za tym, że są to najlepsze kompozycje, bo żaden ze mnie znawca, jednak jestem niekwestionowaną fanką kawałków promujących, zaczynając Malinowym, przez Kundla, kończąc na Miłostkach. Zatrzymajmy się na tym psie. Kundel Bury wymagał już, w przeciwieństwie do wcześniejszego kolegi, Chruśniaka, kilkudziesięciu odsłuchów, bym się w nim zakochała. Teledysk bardzo w tym procesie pomógł. Jest to w tej sekundzie najbliższy mi numer. Dla miłośników muzykowania w domowym zaciszu- brzmi pięknie na akustyku. Wybitnie przepadam za prostotą w klipach, Daria ma w sobie coś niezwykle artystycznego, nawet hipsterskiego, ale w dobrym znaczeniu tego słowa, jeśli takowe jeszcze istnieje. Jednocześnie ma w sobie dużo klasyki, zarówno w imagu jak i pojawiającej się w kontraście do krzyku- subtelności wokalu. W Kundlu Burym jest coś figlarnego, nie wiem, czy to tempo, czy to jej zmienna barwa, czy to ukryte pod klawiszami i perkusją riffy gitarowe, czy właśnie może to radosne pianinko, które zazwyczaj pojawia się, by wzmocnić liryczność, a tu wręcz przeciwnie. Nie brakuje gdzieś poukrywanych komputerowych dźwięków, ale są one w tym przypadku tak znikome, że w żaden sposób nie zaważą na jakości wersji live, co również w obecnych czasach elektroniki jest dość znaczące.

images

Następne w kolejce jest „Skupienie” no i to chyba jedyny moment płyty niekoniecznie dla mnie, jest ich zadziwiająco mało, więc przyczepić się gdzieś należy chociażby dla samej zasady. Po włączeniu utworu myślałam, że coś mi się przestawiło i przełączyło samoistnie na Ewelinę Lisowską- Zrób To. I jak w przypadku Eweliny się już przyzwyczailiśmy do niezwykle chwytliwych, ale zarazem niskich lotów singli tak na płycie Darii było to lekkim zaskoczeniem. W połowie jednak już przywykłam, że tło ma naleciałości znane mi z Eski, czy RMF FM, ale wciąż jest to otoczone czymś znacznie szlachetniejszym i w żaden sposób nie zaniża poziomu albumu. ( Z całym szacunkiem do Eweliny Lisowskiej, której najnowsza płyta jest naprawdę, naprawdę dobra, pomijając małe strzały w kolano jak dwa single) Zatem na „Skupieniu” się skupiać przy powrotach do tej płyty nie będę, a powroty będą częste. Zwłaszcza, że zaraz po niej z ratunkiem przybywa ukojenie w postaci „Miłostek”. Nie wiem jak to jest, że te instrumentale są tak wyjątkowo skrojone, nie zaliczyłabym tego kawałka do zwyczajnych. Ma w sobie jakąś cholerną nastrojowość, która za każdym razem wywołuje u mnie ciarki. No i znowu te bębny, w ich cieniu, niewielkim cieniu, klawisz, a dla smaku szczypta basu, który przy dobrych słuchawkach wbija się w mózg. Chyba staje się nieobiektywna, bo takie połączenia mnie urzekają. Słyszeć każdy instrument z osoba w takim nasileniu, a jednocześnie słyszeć ich współbrzmienie.

Idźmy naprzód. “Lwy” to chyba najmocniejszy kawałek, niezaprzeczalny rock. Całe szczęście muzycy Darii nie szczędzili sobie palców, bądź kostek na strunach, Nie jestem zwolenniczką wplatania angielskich słów w polskie utwory, mimo że robię tak w tekstach, nie wspominając o codziennych, potocznych rozmowach, zwłaszcza żyjąc między Polską, a Anglią, ale śpiewane makaronizmy jakoś ciężej mi przychodzą, nawet jeśli jest to symboliczne w postaci krótkiego Fuck Off. Ale jak w przypadku Marysi Peszek, Polska ABCD ,jakoś bardziej mnie to dotknęło, tak tutaj przechodzę obojętnie, czy to polski, czy nie. Podobnie jest z następnym utworem, bo po co na polskojęzycznej płycie dawać jakiegoś rodzynka, nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale nie muszę, bo “Chameleon” w żaden sposób mi nie wadzi. Jest pięknym wyciszeniem po Lwach i ładnym przejściem do skrzypcowego, niekiedy folkowego „Nie wiem Gdzie jestem”. Musze dodać, że to jedna z milszych niespodzianek z płyty. Utwór ten wyróżnia się chyba najbardziej ze wszystkich i mówię to z pełną świadomością, dla mnie jest wybitny i jednym z najlepszych tekstowo.  Jak śledziłam koncert Radiowej Trójki wykonanie live wbiło mnie w fotel, a wers “Spalam się w środku i próbuję nie wrzeszczeć” oraz cały bridge na wysokich dźwiękach stawia mi włosy na ręce na baczność.   Mam wrażenie, że w całym albumie brakuje tylko skrajności jak rap, czy dubstep, bo różnorodność gatunkowa jest niebywale szeroka, ale w żaden sposób nie wpływa to na spójność. Nie wiem jak tego dokonała, ale brawo. „Nie wiem gdzie jestem” i następny „Król Lul”, czy “Noce Ukryte” to w pierwszej myśli nurt Meli Koteluk, ale nie fair jest cokolwiek tutaj sugerować, bo płyta jest całkowicie autonomiczna i krzywdzącym byłoby tak potraktować Zawiałow. W falsetach, choć niekiedy też w niskich rejestrach barwy są podobne. Debiutantka ma większą skale, ale na tym skończę porównywanie, którego tak zawsze się wystrzegam. “Król Lul” dołącza bezapelacyjnie do singli, jako drużyny moich faworytów. Znów ta przeklęta, wyśmienita perkusja. Jestem całkowicie zakochana w tej pozycji, dosłownie każdej jej części, muzyce, głosie i abstrakcji tekstowej- „brzydki poniedziałek, zgniła kiść winogron, nie mam magnesów na lodówce”. W kwestii języka nie uznaję półśrodków, cenię postrzeganie świata albo krótkimi zdaniami, albo esejami.

nbhd-2336-696x464

Na „Pistolet” chyba odpowiednim słowem jest „przyjemny”. Kojarzy mi się z rytmem świata podczas drzemki na hamaku, jeśli wolno mi porównywać rytmy muzyczne z otaczającą nas rzeczywistością. Te cymbałki w tle i ciągłe wspominanie przez autorkę bzów wzmaga tylko klimat jakiejś sielanki, mimo że może tytuł wskazywałby na coś skrajnie innego.
“Noce Ukryte”, to połączenie kilku dźwięków z serii ‘już gdzieś to słyszałam’ i chyba odkryłam na razie jeden. Pałki perkusisty i bas stety bądź niestety przywołują mi Grande Brodki. To okropne jak bardzo zajeżdżam hipokryzją, kiedy zawsze powtarzam, że nie ma co porównywać,a za chwile wyjeżdżam z kolejnym podobieństwem, ale kiedy coś słyszę, ciężko się tym nie podzielić, robię to też po to, by ktoś mnie zbił z tego tropu, zatem niech ktoś powie, że tego tam nie ma, że się mylę, że uroiłam. 
W sekundzie jak płyta weszła na Spotify, bo to, póki co, moja jedyna opcja jej posiadania, w Polsce będzie pierwszym poważnym zakupem, byłam na ulicy, w pośpiechu, szłam na uczelnie padał deszcz, nie miałam okularów na nosie, a ręce drżały z zimna czekając na spoczynek w kieszeni. Przeleciałam przez tytuły i jakież to zdziwienie mnie złapało jak zobaczyłam, że Zawiałow Daria dała na płycie piosenkę o tytule „Niemiec”. Zastanawiałam się o czym to może być przez całe seminarium, aż do powrotu do domu, gdzie sama się uświadomiłam, jak bardzo w moim przypadku konieczne są okulary. Wiem, to była niezbędna anegdota. Zatem „Niemoc” bo tak brzmi faktyczny tytuł. Jeśli ktoś cierpli na jakieś bóle egzystencjalne, stany depresyjne, albo nawet ma gorszy dzień, to chyba znajdzie w tym ułamek siebie. Bridge dodaje całości pikanterii i dobrze, bo robiło się w zwrotkach i refrenie już nudnawo. Ale dźwięk skrobanego metalu, czy cokolwiek tam pojawia się w kilku krótkich momentach jest niezwykle udany, niby nic, a coś.

b3aktkqturbxy8wmtk1mtuzodvlowqwnty3yzdhnzjjntg3zdm4n2y1ny5qcgvnkpuczqpaamldlqiazqpawsm-1

Dołączyła do grona artystów granych i cenionych w Radiowej Trójce, dołączyła do artystów, którzy na scenie tworzą duety z takimi nazwiskami jak Rogucki, czy Kulka. Dołączyła do grona artystów, którzy rzadziej zagrają na Dniach Żyznej Gleby, a częściej na Wrocławskiej Majówce, czy Open;erze, w Warszawskiej Stodole, Studio A. Osieckiej, czy Łódzkiej Wytwórni. To jeden z bardziej udanych debiutów jakim miałam okazję się przyglądać. Duma od środka chce mnie rozerwać, że mamy tak dobrą polską muzykę, jednak moją dumę chce rozerwać zawód, że bestsellerem szybciej będzie, pomijając nazwiska, tamta dziewczyna, a nie ta. Zawitam do Polski 16 marca, w dzień kiedy Daria będzie występować w mojej Łodzi, na deskach teatru, w którym grałam, AOIA. Oczywiście miniemy się, bo w moim życiu przeważa pech, nie zmienia to faktu, że nie odpuszczę sobie i zawitam na koncert Pani Zawiałow jak tylko będzie to możliwe, gdziekolwiek to będzie. Tego przepuścić nie mogę. 

Drodzy Państwo, przywitajcie ciepło, jedną z najzdolniejszych w Polsce, nie boje się tego powiedzieć. Ona będzie Wielka, tylko dajcie czas. Jeśli Jej ambicja, Jej ekstremalna skromność i talent rozmiarów godnych podziwu nie jest w czyimś guście, cóż takiej osobie rzec? A kysz? A kysz.

Płyta do przesłuchania na Spotify, dostępna w sklepach muzycznych, a sympatyków koncertów odsyłam tu: http://www.polskieradio.pl/9/319/Artykul/1722363,Daria-Zawialow-i-jej-alternatywna-energia-koncertowa-wideo

Kołodziej

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s