13 Reasons Why

Maksymą ostatniego roku mojego życia było „Każdy ma swoje granice”. Powtarzanie tego samej sobie uczyło mnie wyrozumiałości wobec każdej innej jednostki prócz własnej, co jest chyba normalne, ale nie o tym. Nauka wyzbycia się oceny kogokolwiek i czegokolwiek, co wydaje się być wpisane w naturę naszego gatunku, to nie o tyle droga przez mękę, ale wcale nie lepiej – to pasmo porażek, droga przyłapywania się na kolejnym niepowodzeniu, bo znów pomyślałeś za dużo, powiedziałeś za dużo. Uznałeś że ktoś dramatyzuje, przesadza, użala się nad sobą, jest słaby. W myślach stawiasz taką osobę w znacznie bardziej ekstremalnych warunkach i przytakujesz własnym wydumanym przekonaniom, że nie dałaby sobie rady skoro przerasta ją to, czy tamto. Niezależnie, czy mowa o nieudanym teście, czy rozstaniu z facetem, choć był dupkiem. To wszystko, o czym myślimy i konfrontujemy, z każdym tylko nie z sobą samym- stanowiłoby fakt, że jesteśmy silniejsi. Przykro mi. Jesteśmy wszyscy równie beznadziejnie słabi, a kategoryzacja problemów, czy tematów, które słabymi nas czynią jest mitem, gdyż, powtarzając sobie dzisiaj dopiero drugi raz, a pewnie siedemdziesiąty drugi w tym miesiącu- każdy ma swoje granice- i nie ma siły, która pozwoliłaby nam, rasie ludzkiej, decydować o tym, czyja z granic jest dalej posunięta, bądź cieńsza. 


13 Reasons Why. Chcę się wyzbyć spoilerów. Chcę się wyzbyć natłoku informacji czysto technicznych, więc niewiele z recenzji mogę zachować. Chcę tylko utwierdzić siebie w przekonaniu, że 13 godzin, które łącznie spędziłam na oglądaniu sezonu niosły za sobą coś więcej niż promieniowanie od monitora pogarszające wzrok. I może zachęcić kogoś, tak przy okazji. Jak nie do obejrzenia, to chociaż myślenia, od czasu do czasu jedynie, żeby się nie zmęczyć.

Selena Gomez ewidentnie minęła się z powołaniem. Nigdy nie pomyślałabym, że to właśnie serial, którego jest współproducentką będę zaliczać do jednych z najlepszych ostatnich lat, a nawet jeśli moje zdanie w tej materii jest nieważne, to nie myślałam, że serial, w którym będzie maczała palce zrobi taką furorę w świecie nie tylko młodzieży, ale i recenzentów.

Żeby wyrazić ewentualne bóle, które mną targały po skończeniu ostatniego odcinka warto w jednym zdaniu zawrzeć treść, którą znamy wraz z pierwszymi minutami odcinka wprowadzającego. Jest dziewczyna. Właściwie to Jej nie ma, już. Hannah popełniła zaledwie dwa tygodnie temu samobójstwo. Jest główny bohater, z facjatą przyjemnego kujona nie do końca radzącego sobie z każdą inną strefą życiową, a już na pewno nie uczuciową, Clay. Clay dostaje kasety magnetofonowe, tak, te z 1963 roku, nie wiem, w którym momencie wyginęły, ale za mojego wczesnego życia, więc już wiemy, że Hannah miłośniczką oldschoola była. Nadawcą jest właśnie ona, adresatów jest 13, czyli tyle ile kaset. Poznajemy ich z każdym odcinkiem. Całość tworzy trzynaście powodów śmierci licealistki, która całe życie przesadzała. Która brała wiele rzeczy zbyt serio. Która była zbyt otwarta na przyjaźń z rówieśnikami, która za mocno pragnęła być kochana, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Która była wybitnie emocjonalna i oczekiwała dużej uwagi, ale tylko dlatego, że z tyłu głowy wiedziała, że brak tej uwagi, o którą się prosiła, ale nienachalnie, modliła się, ale tylko w myślach, przyniesie rozwiązanie, które rozwiązaniem nie jest.

Serial nazywany jest młodzieżowym dramatem kryminalnym. Okej, jest dramat, jest kryminał, jest też główny wątek rozgrywający się wśród młodzieży, jednakże podejrzewam, że twórcy dedykują serial znacznie szerszej publiczności. Wiele szkół po premierze Bitwy Warszawskiej było zmuszonych oglądać tę porażkę kinematografii. Wiele szkół po premierze Smoleńska było zmuszonych wybrać się na tę porażkę polityczno-filmową. A ja z całym swoim poronieniem rozpoczęłabym seanse Netflixa na chociażby godzinach wychowawczych. A może i to by nie wystarczyło. Robiłabym je na zebraniach z rodzicami i radach pedagogicznych. Mimo że realia polskich szkół różnią się od tych amerykańskich, nie uważam, żeby były one na tyle skrajne, by nagle problemy nastolatków z kraju kwitnącej cebuli były całkowicie odmienne od problemów nastolatków ze Stanów Zjednoczonych. Inna kultura, mentalność, wychowanie. Rozwój technologii, poziom agresji i milion innych następstw każdej kolejnej wymienianej różnicy. Ale tu wciąż rozchodzi się o 16, 17, 18 latków, czy nawet 25, wiek nie gra roli aktualnie żadnej, którzy mogą mieć kłopot z dźwiganiem czegoś, co jest może ciężarem tylko dla nich. Dźwiganiem słów, czynów. Innych, bądź swoich własnych. Żadne uwarunkowania kulturowe, czy wychowawcze nie wpłyną na percepcję człowieka, czy jest z ziemi, czy z marsa, czy ma lat 13, czy 64, czy jest mężczyzną, czy transseksualistą, czy dom był bezstresowy, czy rygorystyczny, ubogi, czy bogaty. Nie ma reguł na myślenie, nie ma reguł na zmysły, nie ma reguł na uczucia i osobistą etykę. Bo każdą zasadę wpojoną w domu, czy w kraju, każdą radość przesyłaną jednego dnia i nieprzesyłaną już innego, może zniszczyć bliżej nieokreślone coś. Albo w zasadzie coś bardzo określonego.

Nie chcąc zdradzać, co przydarzyło się bohaterce pozostanę przy wrażeniach. Zawsze zasiadając do jakiejś treści, dowolnej, nawet dłuższej wiadomości na messengerze przy okazji poważnego tematu, który się napatoczy między rozmową o niczym1, a niczym2, chcę, by zostawiła we mnie ślady. I ten właśnie serial ślady naznaczył. Nie tylko obrzydzenie przy scenie samobójstwa, nie tylko odrazę do ludzkiej okrutności, bezwzględności, protekcjonalności i interesowności. Nie tylko strach przed wszechobecnym seksizmem i przemocą. Zostawił szerzej otwarte oczy, zostawił lęk, dużą dawkę niepokoju i świadomości. Po pierwszych trzech odcinkach napisałam komuś, że polecam, mimo że nie jest takie creepy, jakbym może z początku oczekiwała, bo znów miałam oczekiwania, bo znów chciałam, żeby coś mnie wgniotło, obiło mordę tragizmem i demoralizacją, bo w takich gustuję. Wraz z zamykaniem laptopa, po ostatnim, 13 odcinku, przyszło mi samoistnie pytanie, czy oglądałam kiedyś coś bardziej „creepy”? Możliwe, że tak, ale na tę chwilę to właśnie ta produkcja, głosząca bez pardonu prawdę o pozornych dla każdego rodzica, dla każdego pedagoga, przyjaciela, czy pierwszego lepszego znajomego oczywistościach socjologicznych , ukazująca rzeczywistość wielu młodych ludzi, jest dla mnie z gatunku koszmarnych, przerażających, niepokojących i najgorszych w odbiorze, bo daje Ci w pysk faktem, że nie jest to wyrób czekoladopodobny, nie jest to kolejna ściema płynącego wraz z bujną wyobraźnią i kolejnym Jackiem Danielsem reżysera, czy pisarza i ewidentnie nie jest to produkt do zbijania hajsu i zapewnienia rozrywki w środowe wieczory. W takich chwilach zaczynasz, w sumie to nie Ty, tylko ja, bo takie rzeczy intrygują mnie, się zastanawiać jak to jest możliwe, że tego typu wizualizacji jest tak mało, że konkurują one na rynku z czymś pokroju wielkiego, największego z największych gówna, którym zapychałam wolne chwile jak Scream Queens, czy nawet dobrych wydawnictw, jak AHS chociażby, które prócz rozrywki i kilku aktorskich uniesień nie dają nic. Kultura zniknęłaby z powierzchni ziemi gdyby miały zostać tylko dzieła, które niosą za sobą zgrabnie podaną naukę. Takich wartościowych rzeczy jest trochę. A wartościowych i wykonanych bardzo porządnie technicznie- mało.

Bezbłędne zabiegi retrospekcyjne, świetne ujęcia, brawurowe tempo i przerzutnie. Naprawdę imponująca obsada młodych zdolnych, co doceniałam ostatnio tak szczerze jedynie w Stranger Things, choć tam mamy do czynienia ze znacznie młodszymi odtwórcami. Uwielbiana przeze mnie Kate Walsh, do której wciąż pałam miłością sentymentalną z czasów Jej geniuszu w Greys Anatomy grająca matkę zmarłej dziewczyny nie zawodzi moich oczekiwań. Charaktery bohaterów drugoplanowych: każdy jest jakiś, każdy popieprzony na swój sposób, każdy ukazuje coś, co jest na pewno wokół nas. Światło, kolorystyka, która też zaznacza się w przejściach między przeszłością, a teraźniejszością. Kostiumy, które w takim serialu, jak ten teoretycznie są całkowicie nieistotne mają mimo wszystko jakiś wpływ, chociażby na moją sympatię do samobójczyni. Drobiazgi, detale, najmniejsze pierdoły. No i soundtrack, który nigdy bez znaczenia w filmach nie jest- tutaj również trzyma poziom. Ten akapit pozwoliłby mi ocenić kolejne dorodne dziecko Netflixa spokojnie 8/10. Przesłanie i wszystko to, o czym napisałam wyżej chyba nie wymaga oceny. Wymaga przetrawienia.

Serial, który niekoniecznie zapewnia oczywiste wow, nie ma efektów, nie ma niczego nadprzyrodzonego, wydumanego, przesadzonego. Widz pozbawiony empatii                       i  świadomości może sobie pomyśleć „o co chodzi, skąd tyle emocji w bohaterach, tyle nerwów, tyle tajemnic, tyle ucieczek, skąd te błahe problemy, lament, żal, brak rozwiązań w miejscach, gdzie są oczywiste?”. Widz złakniony realiów ubranych w widowisko telewizyjne zrobi przekrój siebie i nastolatków XXI wieku, polskich, niemieckich, amerykańskich, czy brytyjskich i dostrzeże pierdoły, gówniarskie zagrywki, chwilowy brak odpowiedzialności w błahej sprawie, niewypowiedziane słowo, czy dwa, pojawienie się w złym momencie o złej godzinie, bądź niepojawienie o dobrym czasie i w odpowiednim miejscu, dostrzeże paletę problemów, których mogłoby nie być, gdyby ludzie rozmawiali, gdyby wzbili się na wyżyny własnych osobowości i zaszczycili kogoś zwyczajną, najprostszą, pieprzoną życzliwością. Bo okazuje się, że brak życzliwości może mieć następstwa nie tylko tragiczne dla psychiki, nie tylko dla ciała, nie tylko dla mnie, nie tylko dla Ciebie. A przecież nie zawsze jesteśmy życzliwi. I to najgorsze, najlepsze, najprostsze i najtrudniejsze, do czego można dojść po stanięciu twarzą w twarz z totalnie niepozornym „13 Reasons Why”.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s